Jan Paweł II był Papieżem Miłosierdzia. Wywiad z Leszkiem Aleksandrem Moczulskim

Z Leszkiem Aleksandrem Moczulskim, twórcą psalmów do oratorium „Radość miłosierdzia”, rozmawia Dominik Górny.

Dominik Górny: Dlaczego w szczególny sposób upodobał Pan sobie pisanie poezji będącej ilustracją muzyki sakralnej?

Leszek Aleksander Moczulski: – Dla mnie osobiście w pisaniu słów do takiej muzyki, najpiękniejsze jest szukanie drogi do prawdy. Świadomość, że kiedy przekroczy się jej próg, człowiek bardziej skłoni się zachwytem nad dziełami Stwórcy. Ujmuje mnie to, że mogę dążyć do zrozumienia tego, że nawet najbardziej zwykły człowiek jest słuchany przez Pana Boga. Ważną rolę odgrywa w tym cisza, która nie jest zwykłą „ciszą”, czy milczeniem. Ona przemawia, obejmuje każdego z nas. Napisałem kiedyś w jednym z wierszy, że nawet, a może przede wszystkim ta cisza najbardziej na nas oddziałuje w cierpieniu. Dzięki niej możemy się kontaktować z sobą i z Bogiem, prawdziwie z nim rozmawiać. Dopiero w ciszy można usłyszeć pewne rzeczy głębiej i pełniej. To jest nieraz trudne do zrozumienia, ale właśnie dlatego piękne. Domyślam się, że ujmuje to nie tylko mnie, ale również słuchaczy moich tekstów.

Jest Pan postrzegany jako jeden z czołowych współczesnych twórców psalmów. Kiedy Pan odczuwa, że tekst jest gotowy, aby wszedł w dialog z muzyką?

– Na ten temat nie mam żadnych programów czy opinii. Przyznam, że o poezji zazwyczaj nie umiem rozmawiać. W przypadku „Radości miłosierdzia” pragnąłem napisać tekst, który spełniłby dwa warunki: byłby współczesny, a jednocześnie szanujący tradycje dawnych tekstów o miłosierdziu. Przy poetyckich zamierzeniach kieruję się jedną myślą, która chyba nigdy mnie nie zawiodła – jeśli czytam jakiś tekst, to musi w nim coś „iskrzyć”. Wtedy jest to dobra poezja.

Co zaważyło na tym, że swoje ostatnie psalmy zatytułował Pan „Radość miłosierdzia”?

– Zadecydowała o tym moja ogromna wiara w działanie bożego miłosierdzia. Miłosierdzie musi być budowane na stałych fundamentach. Ale właśnie dzięki temu i przez to staje się dla każdego z nas oparciem i nadzieją. Prawdziwą radością płynącą ze zbawienia jest właśnie miłosierdzie. To przez nie i za jego sprawą potrafimy otworzyć się na miłość Pana Boga. W tym kontekście zadaniem sztuki jest pokazanie ścieżek, które prowadzą do poznania miłosierdzia.

Światowa prapremiera „Radości miłosierdzia” odbyła się w dniu obchodów 30. rocznicy wyboru na Papieża Karola Wojtyły. Jak wewnętrznie przeżywał Pan to święto?

– Jeśli miałbym się podzielić pierwszymi wrażenia po prapremierze „Radości miłosierdzia”, to nie wymieniłbym na początku takich rzeczy, jak tekst, czy muzyka. Ujęła mnie cisza, która zapanowała zaraz po wybrzmieniu ostatniego taktu oratorium. Była dowodem zrozumienia przesłania tego dzieła. Długo się zastanawiałem, jak mógłbym określić dzień, w którym świętujemy trzydziestą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Doszedłem do wniosku, że powiedzieć o tym dniu „święto”, to za mało. Skłaniałbym się, żeby określić ten czas jako błogosławiony dzień. Świętowanie wyboru na Papieża jest bardzo ważne, ale myślę, że trzeba skupić się na tym w kontekście nauk i papieskiej filozofii.

Które z motywów nauczania Jana Pawła II są dla Pana najcenniejsze?

– Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że jak przemawiał Papież, to każdy niezależnie od wyznania, przysłuchiwał się jemu z dużą ciekawością. Nie musiał być do tego chrześcijaninem, żeby miał wrażenie, iż Papież mówi tylko do niego. Za każdym razem, gdy przysłuchiwałem się naszemu Papieżowi, miałem wrażenie, że w jakiś przedziwny sposób odmienia nie tylko mnie, ale życie społeczeństw i narodów. To jest dla mnie najważniejsze. Jestem przekonany, że żyjemy w czasie błogosławionym, bo możemy odziedziczyć duchową spuściznę po Janie Pawle II.

Jaką prawdę odkrył Pan podczas pisania słów do „Radości miłosierdzia”?

– Miałem świadomość, że temat bożego miłosierdzia jest ściśle powiązany nie tylko z postacią siostry Faustyny, ale również Karola Wojtyły, a później Papieża. Myśl duchową Jana Pawła II powinniśmy rozpatrywać właśnie z tych dwóch perspektyw, a nie dopiero od czasu, kiedy został Papieżem. Dlatego odkryłem prawdę, że powinniśmy być wdzięczni za tak wielowymiarowy pontyfikat. Właśnie dzięki temu, że miał taki charakter otwierał przed nami „wyobraźnię miłosierdzia” obejmującą nas wszystkich. W psalmach do „Radości miłosierdzia” nawiązywałem przede wszystkim do pojmowania naszego Papieża jako Pielgrzyma. Wydaje mi się, iż należy o nim powiedzieć, że był „Papieżem Miłosierdzia”.


Tags: