Dziękuję i proszę o więcej. Ktoś powiedział kiedyś, że jeśli jedyną modlitwą, jaką odmawiasz, jest „Dziękuję”, to wystarczy. Chcę więc teraz, wykorzystując tę wolną chwilę, podziękować za to, co już dostałem. Piszę to nie jako tzw. ekolog, nie jako człowiek z Greenpeace, ale jako Maciek.
Torfowiskom, roślinom i zwierzętom Doliny Rospudy chwilowo nie zagrażają buldożery i umysły, w których postęp ma symbol autostrady. Nie wiemy na jak długo. Być może opamiętanie władzy i urzędników nie nadejdzie i będziemy musieli ponownie się zjawić nad Rospudą w końcu lipca. Być może jeszcze wcześniej. Dostaję wiele listów z pytaniem, jakie są szanse na ostateczne uratowanie Doliny. Jak zawsze odpowiadam: Nie wiem. Nie myślę o szansach i nie pozwalam się omamić nadziejom. Myślę o tym, co mogę zrobić, żeby się udało. Wiem teraz, że ludzi, którzy myślą podobnie, jest dużo więcej.
Ktoś powiedział kiedyś, że jeśli jedyną modlitwą, jaką odmawiasz, jest: „Dziękuję”, to wystarczy. Chcę więc teraz, wykorzystując tę wolną chwilę, podziękować za to, co już dostałem:
– wszystkim, którzy pisali i dzwonili, i mówili: Wytrzymajcie, jesteśmy z Wami… niezależnie od tego, czy mieli 10 czy 75 lat. Nawet nie wiecie, jak bardzo to się liczy…
– wszystkim tym, którzy coś dali na rzecz ratowania Rospudy – swój czas, pieniądze, ubrania, żywność, te wszystkie wiersze i hasła. Bez tego wsparcia byłoby nam nieporównywalnie ciężej;
– tym wszystkim, którzy przybyli nad Rospudę, żeby dać świadectwo i dzięki którym powstała ta wibrująca atmosfera życzliwości i humoru;
Pewnej nocy przy ognisku dotarło do mnie, z jak wieloma z Was mógłbym związać się jedną liną.
– ludziom, którzy byli na Świętej Annie. Za przykład i za wszystkie rady, które nam przekazywaliście;
– wszystkim ludziom z wszystkich nieformalnych grup i organizacji ekologicznych. Za wiedzę, wspaniałe pomysły i przede wszystkim za determinację;
– nawróconemu Adamowi. Za to, że nie traciłeś humoru nawet w ciężkich dla Ciebie chwilach i za to, że nauczyłeś mnie, jak odróżnić trop psa od wilka;
– Asi, czyli tajnej agentce Zielonej Rewolucji, która zdobywając informacje, wchodzi oknem, gdy wyrzuca się ją drzwiami;
– Jasiowi, za to, że się nie poddał;
– Magdzie, za to, że wytrzymałaś i byłaś taka świetna Królowa Matka obozu;
– całej załodze polskiego Greenpeace’u za… długo by wymieniać…
również za przypominanie mi o własnych funkcjach życiowych oraz za cierpliwość wobec mnie;
– mojej rodzinie i bliskim za wszystkie SMS-y i telefony;
– moim rodzicom… no niestety, to w dużej mierze Wasza wina 🙂
Ale przede wszystkim dziękuję ziemi, zimnemu morzu, malwom i kaczeńcom, gorylowi i niedźwiedziowi, ptakom nad Rospudą i Biebrzą. Za inspirację i siłę, którą mi dajecie.
Wielu z Was czuje w kościach, że Rospuda i Via Baltica to nie koniec, że czekają nas daleko trudniejsze rzeczy. To dopiero początek. Dziękuję. I proszę o więcej.
Maciek Muskat