O Elvisie od nowa inspirującym w rozmowie z Krzysztofem Wodniczakiem

Z Krzysztofem Wodniczakiem, pomysłodawcą i realizatorem „Dnia z Presleyem”, rozmawia Stefania Golenia Pruszyńska

Kiedy właściwie odkryłeś Elvisa i jakie było Twoje pierwsze wrażenie? Fascynacja?

Krzysztof Wodniczak: Pamiętam to było w Kaliszu w 1964 roku podczas mojej muzycznej edukacji w średniej szkole muzycznej. Usłyszałem utwór „Fever”, który Elvis śpiewał z akompaniamentem kontrabasu. Był autentyczny i muzykalny. Stwierdziłem, że Elvis ma spory potencjał. Jednak nie twierdziłbym, że od razu byłem zafascynowany − raczej zwrócił moją uwagę, mocno zaciekawił.

Jednak do świadomości ówczesnych młodych odbiorców muzyki, mocno wsłuchanych w gwiazdy estrady Zachodu, trafił jako fascynujący czy urzekający swoim głosem, piosenkami, wówczas zazwyczaj słuchanymi ze stacji Radia Luksemburg. Wielu ogromnie pragnęło zdobyć płyty na polskim rynku niedostępne, wielu ciekawiła możliwość wyzwolenia wyobraźni na wzór Presleya, który coraz bardziej otoczony tłumami wielbicieli, a zwłaszcza wielbicielek, zdumiewał nową stylistyką ubioru, zachowania na estradzie i niezwykłością śpiewu. Była zauważalna moda na Presleya. A muzycznie Elvis był według Ciebie…

− …personifikacją rytmu − jak to chętnie powtarzam. To on połączył białą muzykę country z czarnym bluesem. Współpracujący z nim muzycy zostali przez niego zainspirowani do różnych innowacji − zwłaszcza w technice nagraniowej. Te nowości brzmień chętnie przyjmowały także inne zespoły rockandrollowe, rockowe czy muzyki pop. Lata sześćdziesiąte to nic innego, jak supremacja Elvisa Presleya, która trwała aż do momentu zabłyśnięcia na estradach zespołu The Beatles.

W Polsce wtedy jeszcze nie było mowy o biznesie estradowym czy o show z prawdziwego zdarzenia, czy o takiej skali komercjalizacji rynku muzycznego, jak dzisiaj. Czy zatem organizowany przez Ciebie mityng „Dzień z Presleyem” w 30. rocznicę śmierci tego piosenkarza dlatego także ma być inną odpowiedzią na dzisiejszy rynek imprez artystycznych i odbiegać od wyobrażeń, kanonów i przyzwyczajeń? Bo takie odnoszę wrażenie, że Twoje zamiary, zresztą chyba główny motyw Twojego działania, w scenariuszu tej plenerowej imprezy zmierzają do wyważenia drzwi w tradycji nie tylko poznańskiej oferty kulturalnej, co mnie po cichu cieszy…

− Komercjalizacja rynku muzycznego i show-biznes to dalszy punkt widzenia, ja tym się nie zajmuję. Jestem pomysłodawcą muzycznego mityngu i mam nadzieję być jego sprawnym realizatorem. Chcę dobrze zrobić to, co wcześniej zaplanowałem. Później − zobaczymy. Myślę, że ta impreza z udziałem doświadczonych już piosenkarzy, takich jak: Wojciech Korda, Shakin Dudi, Inspiro Ensemble, Magda Piskorczyk, Michał Milowicz, The Way Voices, Paweł Bączkowski, Piotr Bugzel, Józef Kolesiński… czy też młodych scenicznie, jak: Anna Polowczyk, Damian Grzegorczyk, Jarek Królikowski, Maciej Kryszak, Dariusz Stocki oraz zespołów Bella Villa, Carbo Fantom, Konsonans i K.O.M.P. sprawi wiele radości gościom, publiczności. Z kolei konkursy prowadzone przez zawodową kadrę, m.in. przez Tamarę Przypis (konkurs plastyczny) i Tomasza Klichowicza, czyli okołokoncertowe formy ekspresji czy też samorealizacji chętnych do udziału w nich uczestników − wyłuskają młode talenty.

Jakiego Presleya poznamy zatem, jeśli ma także być wzniesiony z gliny jego pomnik, a z kolei sobowtóry pomnożą go w oczach uczestników?

− …To na pewno będzie Presley wielotwarzowy, a muzycznie: nie odstępujący od wielu stylów, w których zaistniał, więc i śpiewak gospel, stonowany balladzista, rozentuzjazmowany countrowiec, dynamiczny w rock and rollu… Chciałbym, aby był od nowa inspirujący…

Dziękuję Tobie za taki obraz organizowanego przez Ciebie mityngu. Jeśli wszystko się uda, na własne oczy zobaczę. Zwłaszcza sobowtóry mnie ciekawią. Zresztą chciałam Tobie zrobić psikusa i wydrukować ogłoszenie trochę na przekór, iż szukam sobowtórów Krzysztofa Wodniczaka.  Jednak odstąpiłam od tego nie do końca przemyślanego, a może niezbyt realnego zamysłu…

− Starajmy się. Również dziękuję Tobie za rozmowę.


Tags: