–  Kulturą się pani zajmuje… –  mówi, odpowiadając tymi słowami na moje powitanie, wskazując gestem fotel i patrząc na mnie, pewna nie wiadomo skąd swojej wiedzy, ubrana w służbowy uniform trzydziestolatka, gdy wchodzę do jej  służbowego boksu. Po moim półgodzinnym czekaniu  od  terminu umówionej wizyty.

– Tak można by to nazwać – odpowiadam.

– A konkretnie, czym? Co pani robi? – pyta z szybkością wystrzeliwanych kul.

– Piszę, tworzę, maluję, komentuję. Także czytam – odpowiadam równie szybko, lecz lakonicznie.

– To co to za praca? –  cedzi pogardliwie swój komentarz. I zaraz strzela do mnie większymi kulami: – Bo co tam pisać?!! To nic wielkiego! Miałam zawsze czwórkę lub piątkę z polskiego za wypracowania! A tu pani wie, ile trzeba wiedzieć i umieć, żeby to wszystko prowadzić? Na moim stanowisku?!  – już kipi  w niej coś nie do opanowania, we wzbudzeniu czego nijakiego  udziału nie miałam. I nie chciałabym mieć.

– Przepraszam, nie przyszłam udzielać wywiadu ani też go przeprowadzać z panią! – opanowaniem,  żartobliwym tonem, lecz nieco podniesionym głosem próbuję  wpłynąć na konstruktywny bieg dialogu.

– Tak!? Jednak muszę to wiedzieć, by tu podać źródło pani utrzymania! Bo moje pani widzi. Ja tu przynajmniej ludziom daję to, co najważniejsze! A nie jakieś pisanie, malowanie  – stwierdza, zaskakując mnie coraz bardziej swoim słowotokiem i zamierzoną niedookreśloną, choć już coraz bardziej czytelną intencją − rodem ze sfery wielce nieprzyjaznej celowi spotkania, bankowi  i mnie osobiście.

– Bo hobby to każdy może sobie  uprawiać! I czarować sobą, by kłamać o dochodach!! –  podkreśla w swoim wrzącym już  komentarzu.

– Uprzejmie dziękuję za zaproszenie na tę rozmowę! – nagle zrywam się z fotela, już  wzburzona.

– Zaproszona? To kim pani jest? – pyta zaskoczona.

– Była Zaproszona! Absolutnie Zniechęcona! To teraz moje imię i nazwisko po rozmowie z panią! Rozmowie prezentującej chyba ofertę banku! I chyba banku!  – wyjaśniam, uwalniając się  gwałtownym wyjściem od tych cierpkich okoliczności, arogancji, dociekliwości nieuzasadnionej telefonicznym zaproszeniem do placówki banku, zapowiadającym przedstawienie mi warunków założenia konta (lub przeniesienia konta) i atrakcyjnej oferty.

– A nie XY? – pracownica banku wykrzykuje jakieś nieznane mi imię i nazwisko, gdy już zamykają się za mną drzwi.

Stefania Pruszyńska


Kulturo, cóżeś ty za pani… Życie chwytane na gorąco. W moim zapisie, wiernym lustrze, znów odsłoniło swój grymas. A już wierzyłam, że nastąpił postęp i mamy lepszy świat tuż-tuż… A wierzę nadal, raczej chcę wierzyć. Po jednym grzmocie w jednym miejscu nie prognozuję wiecznej burzy i wszędzie. Burzy, którą próbują raz po raz wzniecać niedostatki ludzkiego charakteru i wiedzy, przywary, kompleksy, zła wola czy niekompetencja, przeniesione złe emocje, które mówią o poziomie kultury osobistej i innych cechach osoby lub personelu, relacjach, zwyczajach więcej i prawdziwiej niż dyplomy uznania czy inne zdobycze pochwalne, wywieszone w niejednej placówce w centralnym miejscu…

S.P.


Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.