Londyńczycy z Polski – azylanci z powodów religijnych

W Międzyzdrojach pojawili się w sierpniu  z maleńką córeczką z zespołem Downa. Dobrze nastawieni do ludzi i świata. Jakoś niezwyczajnie napełnieni spokojem ducha…

Przez przypadek nawiązaliśmy dialog… Od bodaj zupełnie bagatelnej kwestii. Sposobnością był fakt, że mieszkaliśmy w tym samym domu, wynajmując tam pokoje. Mówili, że przyjechali  na kilka dni wypoczynku nad Bałtykiem z Londynu, dokąd kiedyś uciekli z Polski, by ubiegać się o azyl z powodów religijnych. Są wyznawcami islamu, a w Polsce czuli się nietolerowani. Bardzo trudno im było znieść tę sytuację, sporo z tego powodu przeżyli, czuli się prześladowani.  Wielka Brytania udzieliła im azylu.

W ich opinii Polska jest jeszcze daleko od świata Zachodu. Zwłaszcza w wolnościach i prawach obywatelskich – w praktyce. Krytycznie ocenili osiągnięcia w dziedzinie lecznictwa, pomocy socjalnej i w ogóle zwyczaje panujące w jakiejkolwiek administracji i w wielu innych dziedzinach w Polsce. Tę ocenę znacznie pogłębiło porównanie życia tam – w Londynie  i tutaj − w Polsce.

− To jeszcze  „ciemny zaścianek” − niestety, mówili o warunkach polskich. Ten wątek krytycyzmu dominował w naszej rozmowie szczególnie, gdy  nagle okazało się, że wiele przeżyli w związku z szukaniem pomocy medycznej dla córeczki chorej na serce. Otóż, diagnozował ją w Polsce  lekarz w randze profesora. Nie był skłonny dziecka operować, stwierdził, że nie warto.

Relacjonowali również, jak badano ich córeczkę w poznańskiej klinice, a jak w Londynie. Otóż, skarżyli się, że w Poznaniu badanie rentgenowskie przeprowadzano w nosidełku w pozycji wiszącej – dziecko było przerażone, a oni nic nie mogli zrobić. W Londynie zaś zaskoczyło ich to, że po różnych wielospecjalistycznych badaniach każdy z lekarzy nadesłał im wyniki. Także klimat wokół nich, gdy byli  z dzieckiem w szpitalu, był bardzo im przyjazny − personel medyczny nie tylko okazywał życzliwość, lecz wręcz dziękował za to, że są w tym przybytku odzyskiwania zdrowia. „Dla matki jest tam zawsze łóżko przy łóżku dziecka. A owo badanie rentgenowskie nie odbywało się w ciasnym wiszącym nosidełku, lecz swobodnie – dziecko mogło być przytrzymane, stało…  i niczego się nie bało” – wyjaśniali.

W kwestiach religijnych skupili się na  istotnych wartościach, zresztą w tym byłam dociekliwa, ciekawa – dlaczego przeszli na islam? Stwierdzili, że zniechęciła ich do katolicyzmu niejedna sprawa,  w tym nieznośna dominacja katolików, a zwłaszcza duchownych, obecnych w każdej dziedzinie. Nietolerancja, hipokryzja. Takie mieli doświadczenia i przekonania. Znaleźli natomiast wiele wartości w islamie i w ludziach go wyznających – wartości, nie obciążonych tym, że „myślę jedno, a czynię drugie, mówię trzecie”. Wskazywali też, że najwięcej wyznawców islamu  jest w Polsce południowej, w tym we Wrocławiu. „Niestety islam jest źle pojmowany, obciążony stereotypami i bardzo prostackim jego postrzeganiem” – podsumowali.

A co  dla nich jest istotne w  ich nowej religii? – nadal  drążyłam, a oni bardzo otwarcie reagowali na moje zainteresowanie. Wyznali od razu, że tym najważniejszym jest świadomość, co będzie z nimi po śmierci, gdy spotkają się z Bogiem − Allahem. Dlatego też czują się odpowiedzialni za każdą chwilę życia i to, jak postępują wobec ludzi, wobec siebie nawzajem i wobec życia…

Stefania  Pruszyńska

(Rozmawiałam z bohaterami artykułu w sierpniu 2008 roku).


Tags: