Dramat na poły w szatach ironii i komizmu, zrealizowany jako synteza pierwszych spektakli Teatru Ósmego Dnia z fragmentami raportów służb bezpieczeństwa z czasów PRL. To swoisty wykład historii, w której na ludzi niekonwencjonalnego, zbuntowanego, a właściwie alternatywnego aktorstwa narzucano pajęczą sieć donosicieli, agentów, a oddawano w końcu widzimisię nader skrupulatnych w służbistości i dociekaniach oficerów śledczych, budzących dziś śmiech przez łzy.
Ze współczesnej perspektywy rezultat szperania w teczkach i wybierania co smakowitszych kąsków nonsensownej gry psychologicznej aparatu przymusu widzowie smakują jako obraz ze zwierciadła krzywych umysłów władzy lat 70. A że jest to też obraz twarzy prześladowców, z których spadają maski.
O tych czasach i wyborze formuły zbuntowanego teatru Ewa Wójciak w udzielonym mi wywiadzie mówi: „Nie kalkulowaliśmy swojego życia. Wtedy nam się zdawało, że dryfujemy w jakimś kierunku… Nie myśleliśmy o małym fiacie, rodzinie… Zaś o samym scenariuszu spektaklu zdecydowałam po tym, jak otrzymaliśmy około tysiąca stron kopii esbeckich materiałów o Studenckim Komitecie »Solidarności« w tym naszej roli jako bohaterów. O nich teraz się mówi, że stanowili opozycję, ale temu zaprzeczają fakty, gdyż wtedy działały małe grupy, które były związane przeważnie ze scenami studenckimi, jak np. Teatr Ósmego Dnia. W materiałach zaskoczył mnie tekst krytyczny o naszej »Przecenie dla wszystkich« a wszyscy do jednego” – brzmią jak deklaracja totalitaryzmu… i wiele mówią o stosowanych aluzjach i metaforach w tym teatrze, który z popiołów wyjął papierową kukłę socjalizmu.
W latach 70. aż 46 TW dwoiło się i troiło wraz z armią innych funkcjonariuszy, by przejąć nad 10-osobowym zespołem teatru pełną kontrolę. Jednak społeczeństwo i społeczność, zarówno zbliżona do „Ósemek”, jak i mało znająca ten teatr, była tak silnie nastawiona na opór, że działalność agentów okazała się za mało skuteczna. Pazerność na władzę nad duszami kreatorów buntu wyrażanego przez artyzm musiała ponieść klęskę. Nie było to jednak łatwe zwycięstwo prześladowanych aktorów…
W „Teczkach” aktorzy: Ewa Wójciak – kryptonim operacyjny „Nana”, Adam Borowski – „Adam”, Tadeusz Janiszewski – „Judasz”, Marcin Kęszycki –„Herkules”, siedząc na wysokich stołkach, czytają z akt leżących na pulpitach treści zapisane przez służby operacyjne PRL 30 lat temu. „Poetyka” raportów to zaiste schizofreniczna dramaturgia, mająca wspólne korzenie z fabułami np. powieści Franza Kafki czy Fiodora Dostojewskiego… Socrealizm z patetycznym wielbieniem socjalistycznej idei i państwa przeplata się z opisami inwigilacji, kontroli, szantażu, rewizji, śledztwa, prowokacji, użycia przemocy, pobić, lecz i nieuprawnionego wnioskowania o winie – nieraz tak tragikomicznego i absurdalnego, że nie dziwi salwa śmiechu nie do powstrzymania, często z nagła rozpalająca się na widowni, po której atmosfera znów opada w minory za sprawą ponurej męki ducha dręczonych podczas np. przesłuchań inteligentniejszych i silniejszych poczuciem własnych racji bohaterów – aktorów.
Stefania Golenia Pruszyńska
Spektakl Teatru Ósmego Dnia: Teczki”. Wybór tekstów: Ewa Wójciak i Katarzyna Mitzner; realizacja zespołowa, aranżacja: Jacek Chmaj. Premiera: 10 stycznia 2007 r., Poznań.