Stanu kondycji ludzkiej nie może wyznaczać kalendarz świadczeń ZUS, choć w pojęciu wielu przede wszystkim takie jest kryterium obowiązujące, jakie przyjęto dla beneficjentów tej instytucji. To swoisty rozgardiasz psychologiczny czy mentalny, który przypomina kastowość w Indiach.
Panowie po 65. roku życia i panie po 60. roku życia mieliby się stawać nagle – wbrew ich nieustającemu temperamentowi czy nawet ciągle rosnącej witalności – ledwo co trzymającymi się w całości staruszkami. Ledwo co świadomymi. W pełni już pogrążonymi w półśnie mumiami na jawie, po niespodziewanej amputacji żywiołów pogodnego ducha, marzeń, pragnień i możliwości ich spełnienia. A gdyby wbiegali nadal chyżo na schody i pokonywaliby kolejne stopnie o grozo! na przykład w rytmach rumby czy salsy, to trzeba by koniecznie uznać, że tak się zachowują z powodu postępującej demencji, która uniemożliwia im sprostanie normom i wymogom majestatyczności czy statecznego sposobu bycia.
Z namaszczeniem mojej słonecznej natury, a więc egzotycznej, apeluję do każdego, gdy zezwolisz na doklejenie samej sobie czy samemu sobie i innym etykietki udręczonej Senioriny czy udręczonego Seniora, co jest możliwe w dowolnej porze życia, zwłaszcza dla utalentowanych aktorsko, i zaraz też zamiast uznawać sens i wartość głębokiej a mocodajnej refleksji – zaczniesz utyskiwać, chandryczyć, tetryczeć, przyjmować miary schyłku − lepiej zerwij wszystkie poziomki z choinki postawionej na najwyższym wieżowcu, złap zająca ukrytego w kieszeni ludojada, wypij beczkę jogurtu lub zaczerpnij uśmiech z uśmiechów wszystkich ludzi na świecie. Nawet w ostateczności zagwiżdż z orkanem miotającym palmami… albo zakpij z podobnego emocjonalnego orkanu w sobie i go pokonaj. Nie trać panowania nad żywiołami, ich rozkwit zależy przede wszystkim od ciebie.
Unicestwiaj zaś zawsze uśmiech triumfu nad sobą konstruktorów-utrwalaczy nieprzyjaznych tobie stereotypów: o starości i innych pokrewnych wszelkim manierom, za którymi skrywa się ciągotka niektórych nacji czy osób do narzucania jakiejś z kolei nowej, podobnej w skutkach jak znana w Indiach, formy kastowości.
I stukaj do swoich myśli o to, co trwa w Tobie niezmiennie od dzieciństwa i sprzyja odnalezieniu przez ciebie wszystkiego, co zdławiły: presja, negatywna sugestia czy narzucone sztywne stereotypy.
I wiedz, że działanie negatywów, etykiet nazewniczych czy tradycyjnie podtrzymywanych stereotypów jest podstępne, ma bardzo zły wpływ na samopoczucie, poczucie pełni i swobody, indywidualizmu. Ma cechy stygmatyzacji.
A gdy już przedrzesz się przez te cienie – przekonasz się szybko, poczuwszy ulgę, że to, czego poszukiwałeś, jest z tej pogody, która trwa w Tobie. I jest słoneczne, gdy je zechcesz karmić zachwytem. A zarówno talent do zachwytu tym, co na zachwyt zasługuje, jak i sprzeciwu wobec form zniewalania ciebie absurdami, w tym stygmatyzacją nazewniczą czy inną − zawsze możesz wyrwać z drzemki!
Stefania Pruszyńska