Statystyczny pejzaż, w którym resort kultury osiągnął rekord: 51 proc. umów śmieciowych, a Ministerstwo Zdrowia z 36 proc. takich umów zajmuje drugie miejsce, wyprzedzając Kancelarię Senatu, postawił na nogi Państwową Inspekcję Pracy.
Paradoksalną sytuację, w której niektóre urzędy centralne nie „lubią podpisywać umów o pracę”, a rząd ma zwalczać umowy „śmieciowe”, wytyka piórem Sylwii Czubkowskiej „Rząd zatrudnia na śmieciówkach. Rekordzistą jest ten resort…” portal gospodarka.dziennik.pl,22 lipca 2015.
„»Śmieciowym« rekordzistą jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pracowników etatowych było w tym resorcie w zeszłym roku 358. Takich na umowie o dzieło lub zleceniu – 372” − podaje S. Czubkowska i przywołuje dane NIK z kontroli budżetowej: „aż 3064 osoby nie były zatrudnione etatowo z 34 324 osób pracujących w 55 instytucjach”.
Te dane NIK wskazują, że aż w 23 urzędach odsetek zatrudnionych na umowach śmieciowych przekraczał 10 proc., a z tez podanych w artykule i tabeli w dzienniku „Gazeta Prawna” wyłania się statystyczny pejzaż, w którym resort kultury osiągnął rekord: 51 proc. umów śmieciowych. Drugie miejsce z 36 proc. takich umów zajmuje Ministerstwo Zdrowia, a trzecie − Kancelaria Senatu.
Państwowa Inspekcja Pracy i NIK zapowiadają, że w przyszłym roku przeprowadzą na wielką skalę kontrolę umów o pracę w miejscach pracy i instytucjach. Pod lupą PIP znajdą się umowy śmieciowe u prywatnych pracodawców, a NIK zbada takie umowy w urzędach.
Stefania Pruszyńska