Rozpoczęła się wiosenna plaga podpalania pozostałości suchej, ubiegłorocznej roślinności. Szczególnie w pogodne, świąteczne dni płoną trawy na przydrożach, turzycowiska, trzcinowiska i wszystko, co uda się podpalić znudzonym świątecznym nieróbstwem żartownisiom i piromanom.
Zwracamy się z uprzejmą prośbą do wszystkich osób, mających po temu sposobność, o perswadowanie starszym i młodszym, iż jest to zwyczaj szkodliwy dla przyrody, niebezpieczny dla podpalacza i zabroniony prawem. Stało się dobrym obyczajem, iż media wiosną piszą o tym i mówią.
Gdzieniegdzie księża i wyżsi hierarchowie używali swego autorytetu, by z ambon przekonywać wiernych do zaniechania zwyczaju wypalania traw.
Przypominamy kilka najważniejszych argumentów:
1. Zabrania się wypalania łąk, pastwisk, nieużytków, rowów, pasów przydrożnych, szlaków kolejowych oraz trzcinowisk i szuwarów (art. 124 Ustawy o ochronie przyrody: podpalanie jest zagrożone karą grzywny lub pozbawienia wolności);
2. To bywa niebezpieczne; zdarzały się przypadki, że sam podpalacz nie zdążył uciec z płonącego trzcinowiska;
3. Pożar zabija zwierzęta, nie tylko futrzaste i pierzaste, które właśnie zaczynają się rozmnażać, ale i jaszczurki, węże i niezliczone ilości drobnych bezkręgowców, z których każdy ma w przyrodzie rolę do spełnienia;
4. Wypalanie wyjaławia glebę, gdyż szczątki roślin, zamiast tworzyć życiodajną próchnicę, w wysokiej temperaturze zostają spopielone, a zawarte w nich składniki pokarmowe wymyte przez deszcz i wywiane przez wiatr;
5. Pożary na bagnach niszczą roślinność tych cennych ekosystemów, a gdy zajmą się pokłady torfu, są niemożliwe do ugaszenia i mogą płonąć kilka miesięcy.
Marek Smolarkiewicz
Prezes Okręgu Wielkopolskiego, Polski Klub Ekologiczny