Rozmowa kontrolowana – Stefania Pruszyńska

 

– Przepraszam, zna pani może Lomania Mega? – nagle zapytał mnie ledwo żywą po wielogodzinnej gorliwej sesji czytelniczej w bibliotece znany mi student historii, także nieco już abstrakcyjnie obecny w rzeczywistości po takiej samej czasowej dawce treści tych samych pojedynczych egzemplarzy rzadkich poszukiwanych dzieł literatury (proza, poezja) i książkowych publikacji językoznawczych. 

– Wie pan… nawet nie podejrzewam siebie aż o takie koligacje czy znajomości! – odparłam kpiarsko. Widać, górujące nad zmęczeniem zadowolenie ze spontanicznie i praktycznie ułożonej współpracy wymiany źródeł w czytelni potrafi jeszcze wykreować novum.

– A może zna pani Nia Megaloma? – dziarsko i z filuternym uśmieszkiem wystrzelił student. 

– Niestety, nie pamiętam, by kiedykolwiek mi się jakikolwiek Ni Megalom przedstawiał – już z wyrzutem lustrowałam twarz i oczy studenta.

– To może chociaż zna pani Niamega Loma…? – męczydusza brnął  w zaparte.

– A może znam nawet Maniamega Lo!!! – wykrzyknęłam triumfalnie, wybuchając śmiechem niemal jednocześnie z moim rozmówcą.

Stefania Pruszyńska

Postscriptum

Pamiętający czasy stanu wojennego od razu tytułowe hasło kojarzą z pohukiwaniem intruza w słuchawce telefonu. Ówczesne władze awansowały cenzurę rozmów do roli kolejnego straszaka. Automatycznie wsączane do uszu ostrzeżenie: „rozmowa kontrolowana” trwożyło, rozsierdzało, irytowało i zniechęcało. Z czasem obśmiewano je. Do dziś ten komunikat ma wiele barw rodem z krain odreagowywania tamtej dramaturgii – od parodii skrótowego porozumiewania się aż po zmyślne stylizacje kabaretowe. 

Autośmiech w scence z biblioteki delektuje się bystrością syntezy sylab, poprawnością deklinacji nazw własnych i wolnością opinii. 

Grafika: Z lochu do oaz wolności, Stefania Pruszyńska 

© Wszelkie prawa zastrzeżone

(Publikacja zaktualizowana, wznowiona z 7 grudnia 2020).


 

Tags: