Ktoś prowadził tę kulę… O zamachu na Jana Pawła II

Papież wtedy, 13 maja 1981 r.,  na placu św. Piotra w Rzymie błogosławił ze swojego papamobile tłumy wiernych. Nagle, jak pokazały to telewizje świata, ugiął się, osunął,  a  jego twarz znana  z dobroci uśmiechu i łagodności  − pogrążyła się w skurczu z bólu…

Świat zamarł w osłupieniu, a Polska zapłakała nad Karolem Wojtyłą, który piastował  tron Piotrowy pod imionami Jana Pawła II od 16 października 1978 r. (tego dnia o o 17.15  został  wybrany przez 111 kardynałów  na  264. następcę św. Piotra, niemal 100 lat po śmierci Jana Pawła I, która nastąpiła 29 września 1878 r. po ledwie 33 dniach pontyfikatu tego papieża, zwanego Papieżem Uśmiechu). Niepojęte dla nas było, że do tak wielkiego orędownika miłości i pokoju, który wszelkie tyranie uznawał za zło tego świata, ośmielono się  skierować broń.

A był to czas wzbierania buntu przeciw komunistycznej dyktaturze w Polsce,  niecały rok po strajku stoczniowców i porozumieniach sierpnia 1980 r. Ledwie 7 miesięcy przed ogłoszeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Snuto wtedy wiele domysłów o inspiratorach tego zamachu i  uznawano, że postać Papieża Polaka była niewygodna, groźna dla  systemów niedemokratycznych.

„Sanguis martyrum semen christianorum”

Ali Agca, sprawca zamachu, został ujęty i uwięziony, a jego ofiara − Jan Paweł II  wiele miesięcy był leczony w klinice Gemelli. Skutki zamachu pozostawiły wiele następstw w Jego zdrowiu.

„Agca strzelał, by zabić. Ten strzał powinien być śmiertelny. Kula przeszyła ciało Ojca Świętego, raniąc go w brzuch, prawy łokieć i palec wskazujący prawej ręki. Upadła między Papieżem a mną. Usłyszałem jeszcze dwa strzały, dwie stojące w pobliżu osoby zostały zranione” – tak po latach Stanisław Dziwisz, naoczny świadek, towarzyszący Janowi Pawłowi II  na placu św. Piotra i potem w szpitalu,  wspomina  to wydarzenie w rozmowie z Papieżem  (podanej w książce „Pamięć i tożsamość”, opatrzonej podtytułem: Rozmowy na przełomie  tysiącleci, wydanej  w Krakowie w 2005 r. przez wydawnictwo ZNAK).

Jan Paweł II: „Wszystko to było świadectwem Bożej łaski. Widzę tu pewną analogię do próby, jakiej został poddany kardynał Stefan Wyszyński podczas Jego uwięzienia. Tyle że doświadczenie Prymasa Polski trwało przeszło trzy lata, a to moje dość krótko, tylko parę miesięcy. Agca wiedział, jak strzelać, i strzelał z pewnością bezbłędnie. »Tylko że jak gdyby ktoś tę kulę prowadził«”.

Akt wybaczenia. Niepojęty dla wielu, jakże wielkiej  wspaniałomyślności i świadectwa miłości był akt wybaczenia Jana Pawła II okazany Alemu Agcy.

Jan Paweł II: „Na Boże Narodzenie 1983 roku odwiedziłem zamachowca w więzieniu”. Długo ze sobą rozmawialiśmy. Ali Agca jest, jak wszyscy mówią, zawodowym zabójcą. Co znaczy, że zamach nie był jego inicjatywą, że ktoś inny to wymyślił, ktoś inny to zlecił. W ciągu całej rozmowy było jasne, że Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak to się stało, że zamach się nie powiódł? Przecież robił wszystko, co należało, zadbał o najmniejszy szczegół swego planu. A jednak ofiara uniknęła śmierci. Jak to się mogło stać?

 Alego Agcę  Papież odwiedzał  w więzieniu i jego losem się interesował, a nadto  − jego rodziną.

„Ten niepokój naprowadził go na problem religijny”. Bardzo znamienny  jest  komentarz Jana Pawła  II,  akcentujący postawę Ali Agcy: „ten niepokój naprowadził go na problem religijny. Pytał się, jak to właściwie jest z tą tajemnicą fatimską. Na czym ona polega?  To był główny punkt  jego zainteresowania, tego przede wszystkim chciał się dowiedzieć”. W konkluzji zaś Papież podaje: „Ali Agca – jak mi się wydaje – zrozumiał, że ponad jego władzą, władzą strzelania i zabijania, jest jakaś potęga wyższa. Zaczął więc jej poszukiwać. Życzę mu, aby ją znalazł”.

Stefania Pruszyńska

________________________________________

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.