Z refleksją nad świętami Wielkiej Nocy 2021

Jakaż to musi być potęga, skoro mierzy się nie tylko z wrogiem niewidzialnym gołym okiem i licznymi żywiołami ludzi nieprzyjaznych walce z nim i wieloma małościami ludzkiej natury! Czyż mogłaby się taka potęga objawiać, gdyby czerpała moce z lichego źródła? Wiedza ludzka, ta, która gromadzi w nauce zdobycze wielu pokoleń odkrywców, dokonania innowatorów i wynalazców, ujarzmiła i ujarzmia nadal  wielkie niewiadome, potrafi co rusz zaskakiwać nowymi rozwiązaniami, mówi przede wszystkim o wysiłku woli ludzi podejmujących wyzwania. Mógłby ten wysiłek być nadaremny, lecz  jakże często okazuje się darem dla ludzkości. Darem ratującym życie i niosącym pomoc w chorobie. Darem, który jednakże bez motywacji do działania nie miałby szans zaistnieć. Motywacja zaś nie istniałaby bez potencjału ludzkiego ducha i umysłu i człowieczeństwa − szlachetnego, czerpiącego ze źródła, które nie wygasa.

Wielkanoc 2021 po roku wielkiej próby wiary, nadziei i miłości uzmysłowiła nam, że w obliczu pandemii koronawirusa okazują one z każdym dniem  swoje dobroczynne moce. Odsłaniają się w  mobilizacji  ludzi dobrej woli na całym świecie do determinacji i solidarności w walce z zagrożeniem, niesieniem pomocy chorym i chronieniem ludzi zdrowych.  A sprzymierzone z umysłami naukowców, skrywają się w każdej zdobyczy nauki będącej orężem w tej walce.

Wiara, nadzieja i miłość. Trzy potęgi ducha  rosną w nas dopóty, dopóki są w nas zakorzenione. Trzeba nam dbałości o każdą z nich. Trzeba nam nauczyć się być ich dobrymi wartownikami i pielęgniarzami, aby mogły się w nas rozwijać niczym mocarne drzewa. Kto ich nie dopilnuje albo je zaniedba i dozwoli na ich unicestwianie, staje się zakładnikiem  bezwolnego życia ziemskiego. Zakładnikiem zdanym na pustkę i jej zapełnianie tym, co  pogrąża w namiastkach, pozorach  i w końcu −  ciemności.

A zawsze jest pora na ich ocalenie −  nawet niedowierzając, aż tyle można odczytać z postaci żyjącego niegdyś na Ziemi Jezusa z Nazaretu, człowieka−Syna Boga,  głoszącego Miłość. Zdradzony potem,   wydany przez Piłata tłumowi,  znieważony, upodlony, biczowany, lżony, skazany na śmierć w niewyobrażalnych mękach na krzyżu −  zmartwychwstał!

I samym swym objawieniem się po wyjściu z grobu zmartwychwstały Jezus powiedział nam, że śmierć nie jest przeznaczeniem.

Śmierć nie jest przeznaczeniem, powiedział zmartwychwstały Jezus samym swym objawieniem się po wyjściu z grobu − Stefania Pruszyńska

Jedni uwierzyli, inni nie uwierzyli. Ofiara Jezusa zaś mówi  Jego Miłością do nas wszystkich.  W imię tej Miłości uczynił wszystko, co było możliwe, a wiele też tego, co zdumiewało, bowiem nie było znane ludzkiemu doświadczeniu. Te nadzwyczajne fakty  jako liczne cuda uczynione przez Jezusa opisano w wielu źródłach, sama zaś sięgnęłam tym razem do Ewangelii Jezusa¹. Najbardziej  znane z tych niezwykłych zdarzeń  i zarazem wymowne, to:  uzdrowienie Łazarza czy paralityka,  inne zaś − przemienienia wody w wino w Kanie Galilejskiej. Rozważania nad uzdrowieniami, które były dziełem Jezusa,  prowadzą myśli od razu do najprostszego pytania: Czy  miłość  przyjmowana bez wiary i nadziei byłaby w stanie dokonać cudu?  Z opisów tych zdarzeń bowiem łatwo dostrzec, że uzdrowienia te łączyła najczęściej  jednoznaczna postawa wiary i nadziei uleczanych przez Jezusa. Sam to podkreślał swoimi słowami, często również mówiąc o odpuszczeniu grzechów uzdrawianym, czym zdumiewał, bowiem poczytywano to za bluźnierstwo wobec Boga. Przykładem wiążącym cud z odpuszczeniem grzechów choremu jest chociażby uzdrowienie paralityka, którego świadkami było kilku uczonych w Piśmie. Jezus odgadł ich myśli pełne zwątpienia w to, kim jest, że śmie mówić o odpuszczaniu grzechów, co należy jedynie do samego Boga. Dał im znać o tym, że wie, co ukrywają w milczeniu, mówiąc: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach². Po czym też wskazał,  że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów³, lecz łatwiej powiedzieć do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu³. Co też  uczynił, a paralityk po słowach Jezusa wstał, wziął swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich³.

A możliwa jest  miłość  bez wiary i nadziei?  Ileż pytań może zadać z obecnej perspektywy każdy, kto naśladuje niewiernego Tomasza. Ten uczeń Jezusa, żeby uwierzyć w Jego zmartwychwstanie, potrzebował bezpośredniego dowodu − zobaczenia i dotknięcia  śmiertelnych ran  zadanych jego nauczycielowi.

Zmartwychwstaniem Jezus odsłonił niepojętą moc, która nie ustaje od tamtej chwili w rozjaśnianiu od nowa myśli, wzmacnianiu ducha każdego z nas złaknionego takiego dobrostanu i dodawaniu nam sił w zwątpieniu, cierpieniu, poczuciu beznadziei.

Stefania Pruszyńska

¹ Ewangelia Jezusa, Editions du Dialogue Societe D`Editions Internationales Paris 1984.

² Ewangelia Jezusa, s. 105, za: Mk  2.1-12 (Mt 9,1-8 Łk 5.17-26), wydanie polskie, teksty Ewangelii wg wydania Pallottinum, Poznań 1978.

³ Tamże: s.105.


Tags: