Tak mnie zaskoczył  tym pytaniem sympatyczny młodzieniec w bardzo, bardzo dojrzałym wieku, w okolicznościach biesiady poetyckiej…  Bo  było  to pytanie  dla mnie tym, czym  byłby księżyc  w środku dnia, czyli zjawiskiem, które obserwujemy np. przez przydymione  szkiełka podczas zaćmienia słońca. Jednym słowem − było  to pytanie na  inną miarę niż moje  pasje w tym momencie. − Czy pani się orientuje w tym wszystkim, co wniosła Unia?

− A co ma pan na myśli?  Te tony biuletynów  na ten temat, finansowanie projektów,  regulacje prawne,  euroregiony,  Parlament Europejski,  partnerstwo, hasło: wspólna waluta, rozgardiasz  na arenie politycznej z powodu wypowiedzi  ministra Sikorskiego w Berlinie i  zamiar PiS-u  postawienia go przed Trybunałem Stanu, demonstrację  zaplanowaną na 13 grudnia,  a może też  kłopoty ze stworzeniem projektu i zgłoszeniem go lub speców od tych spraw, którzy  pono trzebią  za to wielkie pieniążki, jak mówi doświadczenie wielu podmiotów, w tym fundacji? A może  chodzi panu  o parlamentarzystów  w Unii, szczegółowe kwestie prawne  dostosowawcze  do prawa unijnego, programy… − pytałam  jak ekspresowy pociąg,  jednak  lapidarniej w końcu powtarzając  listę   spraw z nagłówków prasowych choćby, już z góry oszołomiona  i zgnębiona np. pamięcią ciężaru broszur, które mi dano w  budynku urzędu  marszałkowskiego − do lektury, czytaj: do zgłębienia pewnych szczegółów… Aż wstyd myśleć o tych lasach, których dzięki tym oświatowym i edukacyjnym realizacjom jest sporo mniej − mówiłam  z premedytacją i pewnie  alogicznie dla sprawców tej mądrej i obszernej lektury.

− A… widzę, że pani ma sporą wiedzę – napomknął ledwie, a ja już  słowami w  kosmicznym pędzie brnęłam dalej (pozbawiona tym tematem tak naturalnej dla mnie i ulubionej refleksyjnej czy romantycznej aury towarzyskiej, literackiej etc.):

− Nie o wiedzę chodzi chyba, lecz o praktykę, która jest  już nie do ogarnięcia rozumem światłego obywatela Europy…  który ze zwykłej choćby przyzwoitości pragnie mieć rozeznanie – klaskać  czy krzyczeć!? Takie wypowiedzi czytam także w listach, a brzęczydełka  w kieszonce, czyli monety, które nadal są groszami polskimi, coś mi szepczą, że niezbyt arystokratycznie Unia ze mną  postępuje!

− O! To, to właśnie mam na myśli!!!! – wybuchnął, jak się okazało po nagłej a niespodziewanej prezentacji pan o imieniu wielce egzotycznym: Ambroży…

− Jak najuprzejmiej pana proszę o cierpliwość w tej materii. Pełni wiedzy zazna ten, kto temu poświęci kilka lat na jej osiągnięcie…  dzięki lekturze, bywaniom w salonach unijnych, co nie powiem – chyba jest atrakcyjne, a i  bywa komiczne, gdy  hołduje się  tezie: „iż Polacy nie gęsi, też swój język mają”, a to jest  zaletą wielu osób ze starszych pokoleń. Wprawdzie  skarżących się później na  bóle rąk od bezsłownej dyskusji, pomocowej  niejako… Także dzięki może specjalnym kursom albo  nawet studiom… można posiąść tę prawdę o unii i o tym, co wniosła…

− Błagam panią, ja też mam taki chaos, ale jeszcze nie mam takiej praktyki, a chcę być czyimś sympatykiem.  Co mi pani radzi – czyim sympatykiem warto być? – pytał pan Ambroży, już wyraźnie przekomarzając  się ze mną…

− Unii, czy jej przeciwników? Euro, czy złotówki?  Nijak nic z tego dla mnie nie wynika! –  zaakcentował już bardzo wyraźnie swoje pogubienie w planach polityki pan Ambroży.

− Ano właśnie!  W tym  największy jest ambaras, żeby dwoje chciało  naraz – odparłam z łagodnością i wyrozumiałością dla tej rozterki mojego rozmówcy.

Pan Ambroży, w którym − jak się okazało − wzbierał jednak orkan, wykrzyknął nagle i tak głośno, że wszyscy przerwali swoje kawiarniane szczebioty:

− Tak! Żeby też ta unia tak chciała się nade mną zastanawiać! I zostać moją sympatyczką!

Stefania Pruszyńska


Grafika: Ukorzenny, Stefania Pruszyńska


Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.