



Lilaki, czyli bzy, jak je niemal powszechnie nazywamy, jeszcze skąpo ulistnione, niepostrzeżenie wzbierały kwieciem i nagle odsłoniły się pełnią pod koniec pierwszej dekady kwietnia, nasycając powietrze upojnymi, wabiącymi wszelkie stworzenia aromatami. Niemal jednocześnie, jak do wspólnego koncertu uroków i wdzięków, wybieliły się kwiatostany kasztanowców. W apogeum rozkwitu bzów i kasztanów w parkach osiedlowych i miejskich Poznania zaroiło się, zwłaszcza w godzinach południowych, od zażywających wolnych chwil – smakoszy delicji tegorocznej wiosny. Słońce sprzyjało i sprzyja nadal tej degustacji łagodnością, a niebo nie skąpiło i nie skąpi ze swej palety wyrazistych a kojących odcieni niebieskości.
Stefania Pruszyńska
Fot. z 21 kwietnia 2024 r.: Stefania Pruszyńska