Warto wiedzieć, że Targi Smaki Regionów kojarzące się wielu ze wszystkim, co pojawia się się na stołach, wykraczają poza ten schemat odsłonami kultury ludowej i jej współczesnych artystów. A stoiska regionalne z gościnnymi gospodarzami, dbającymi o poszerzenie wiedzy zwiedzających o ich regionie i zdobycie uznania dla oferty wystawców, unaoczniają, że tradycja trwa, ma następców i przenika w to, co wytwarzają współczesne technologie.
Uwagę zwracało stoisko Kaszubów, z przedstawicielami, w tym z Andrzejem Klasą, autorem książki związanej z Szymbarkiem (fotografie), oraz m.in. Zytą Górną. Pomyślano je jako chałupę z elementami dekoracji charakterystycznymi dla tego regionu i swojskimi trunkami, pieczywem.
„Rzeźby weselsze niż życie”. Swoją ofertę artystyczną prezentowali na tegorocznych targach Andrzej Kozłowski – rzeźbiarz ludowy, stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przedstawiciel Stowarzyszenia Twórców Ludowych (oddział Ziemi Świętokrzyskiej), mający za sobą 40 lat pracy z dłutem, oraz jego żona Lucyna Kozłowska – zajmująca się wycinankami i malowaniem.
O swoich rzeźbach pan Andrzej mówi i takim też hasłem opatrzył materiały informacyjne, to „Rzeźby weselsze niż życie”. Jedna z płaskorzeźb przedstawia panoramę kieleckiej wsi i legendę świętokrzyską o pielgrzymie Emeryku, który za pychę został zamieniony w kamień i pokutuje po dziś dzień: Co rok posuwa się w kierunku klasztoru o jedno maleńkie ziarnko piasku, a kiedy dojdzie na szczyt, wszystkie grzechy zostaną mu darowane i nastąpi koniec świata.
W krainie wyrzeźbionej przez niego znaleźć można i wiedźmy na miotle, jakoś jednak dobrotliwie uśmiechnięte, i pomalowane w kolorach optymizmu różne postacie, aniołki w wielu konstelacjach, była szopka − pono przepiękna, ze śliczniutkim Jezuskiem, lecz już dla moich oczu i refleksji niedostępna (znalazł się jej wielki fascynat i zakupił). Także postacie wyobrażone przez pana Andrzeja na podstawie czyjejś sugestywnej opowieści (babcinka idąca na targ z gęsiami w chuście − o czym opowiedział kiedyś jakiś jego gość w pracowni). Kolorowe, jaskrawe malunki tych maleńkich czy większych rzeźb, niosących w sobie i tak duży ładunek optymizmu, jakiejś ogromnie bezbronnej, szczerej dziecięcej prostolinijności − rozsiewają dokoła dodatkową porcję radosnego nastroju.
Tak dużo kształtów wydobytych wrażliwością wyobraźni i doświadczonym wielce dłutem rzeźbiarza − z różnych kawałków drewna. Pan Andrzej zapytany o to, skąd zdobywa materiał mówi niewiele: „Po prostu − kupuję pnie różnych drzew, często lipy”…
Na tych targach można było poznać sporo, więc warto im poświęcić w przyszłorocznej edycji jeszcze więcej czasu, by zbliżyć się do ludzi niepospolitych, ich dokonań, w tym tych − mających sporo do pokazania z półki swej rzadkiej twórczości.
Stefania Pruszyńska