Tradycja trwa i przenika we współczesność, a kultura ludowa ma następców. Targi Smaki Regionów 2010 na MTP

Warto wiedzieć, że Targi Smaki Regionów kojarzące się wielu ze wszystkim, co pojawia się się na stołach, wykraczają poza ten schemat odsłonami kultury ludowej i  jej współczesnych artystów. A stoiska regionalne z  gościnnymi gospodarzami, dbającymi o poszerzenie wiedzy zwiedzających o ich regionie i zdobycie uznania dla oferty wystawców, unaoczniają, że tradycja trwa, ma następców i przenika w to, co wytwarzają współczesne technologie. 

Uwagę zwracało stoisko Kaszubów, z przedstawicielami, w tym z Andrzejem Klasą, autorem książki związanej z Szymbarkiem (fotografie), oraz m.in. Zytą Górną. Pomyślano je jako chałupę z elementami dekoracji charakterystycznymi dla tego regionu i swojskimi trunkami, pieczywem. 

Rzeźby weselsze niż życie”.  Swoją ofertę artystyczną prezentowali na tegorocznych targach Andrzej Kozłowski – rzeźbiarz ludowy, stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przedstawiciel Stowarzyszenia Twórców Ludowych (oddział Ziemi Świętokrzyskiej),  mający za sobą 40 lat pracy z dłutem, oraz jego żona Lucyna Kozłowska – zajmująca się wycinankami i malowaniem. 

O swoich rzeźbach pan Andrzej mówi i takim też hasłem opatrzył materiały informacyjne, to „Rzeźby weselsze niż życie”.  Jedna z płaskorzeźb przedstawia panoramę kieleckiej wsi i legendę świętokrzyską o pielgrzymie Emeryku, który za pychę został zamieniony w kamień i pokutuje po dziś dzień: Co rok posuwa się w kierunku klasztoru o jedno maleńkie ziarnko piasku, a kiedy dojdzie na szczyt, wszystkie grzechy zostaną mu darowane i nastąpi koniec świata. 

W krainie wyrzeźbionej przez niego znaleźć można i wiedźmy na miotle, jakoś jednak dobrotliwie uśmiechnięte,  i pomalowane w kolorach optymizmu różne postacie, aniołki w wielu konstelacjach, była szopka − pono przepiękna, ze śliczniutkim Jezuskiem, lecz już dla moich oczu i refleksji niedostępna (znalazł się jej wielki fascynat i zakupił).  Także postacie wyobrażone przez pana Andrzeja na podstawie czyjejś sugestywnej opowieści (babcinka idąca na targ z gęsiami w chuście − o czym opowiedział kiedyś  jakiś jego gość w pracowni). Kolorowe, jaskrawe malunki tych maleńkich czy większych rzeźb, niosących w sobie i tak duży ładunek optymizmu, jakiejś ogromnie bezbronnej, szczerej  dziecięcej prostolinijności − rozsiewają dokoła dodatkową porcję radosnego nastroju.

Tak dużo  kształtów wydobytych wrażliwością wyobraźni i doświadczonym wielce dłutem rzeźbiarza − z różnych kawałków drewna. Pan Andrzej zapytany o to, skąd zdobywa materiał   mówi niewiele: „Po prostu − kupuję pnie różnych drzew, często lipy”…  

Na tych targach można było  poznać sporo, więc warto im poświęcić w przyszłorocznej edycji jeszcze więcej czasu, by zbliżyć się do ludzi niepospolitych, ich dokonań, w tym tych − mających sporo do pokazania z półki swej rzadkiej twórczości.

 Stefania Pruszyńska 

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.