Zielone Święta. Opowieści Poznanianki

W naszych czasach, w ciepłych, wiosennych promieniach słońca zaczynamy poświąteczny radosny galop. Byle szybko, byle do lata i byle do urlopu. Dziś pewnie niewiele osób pamięta, że okres wielkanocny kończy się dopiero wraz z uroczystością Zesłania Ducha Świętego. Lato i urlop tak naprawdę będziemy mogli zobaczyć dopiero w okolicy Zielonych Świątek. Historia tych świąt sięga czasów objawienia Mojżeszowi na górze Synaj dziesięciu przykazań. Używana jest również  nazwa Dzień Pięćdziesiątnicy. Nazwa mówi o tym, że mija pięćdziesiąt dni od Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Właśnie tego dnia Jezus zesłał na swych uczniów Ducha Świętego, który udzielił im swoich darów.

Jak wierzymy, Bóg obecny jest w Trzech Osobach, Duch Święty, Pocieszyciel, jest jedną z Nich. Zielone Świątki, choć tak ważne, nie doczekały się w naszej tradycji tak bogatej oprawy jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie. W kościołach do dziś istnieje zwyczaj oplatania zielenią drzwi, jednak od początku mizerne były obrzędy nasze w porównaniu z bardzo bogatymi zwyczajami słowiańskimi.

Zygmunt Gloger pisze: „Wiele starożytnych lechickich zwyczajów składających się niegdyś na uroczystości wiosenne rozpoczynające nowe lato przyłączył naród do święta kościelnego obchodzonego w tej samej porze roku. Wszystkie kościoły, chaty, domy i podwórza majono drzewkami brzozy, jesionu lub świerka ustawionemi i zatykanemi przy ołtarzach, gankach, wrotach, sieniach i wejściach. Podłogi i ziemię wysypują zielonym tatarakiem, świerczyną i kwiatami. Majowy zapach tej zieleni rozchodzi się wszędzie przepełniając kościoły, mieszkania i podwórka. W niektórych dworach szlacheckich dzień ten obchodzono powtórzonem święconem lub usiłowano baby i mazurki wielkanocne dochować do Świątek. Jest to prawdziwe święto rolników i pasterzy witających radośnie i uroczyście zmartwychwstałą po zimie i rozkwitającą uroczo matkę przyrodę”.

O skromności dzisiejszego świętowania Zielonych Świąt, niech świadczy choćby fakt, że zaginął między innymi zwyczaj wysyłania z okazji tych dni świątecznych pocztówek. Zwyczaj składania wiosennych życzeń najdłużej utrzymał się u nas na zachodzie Polski. Onegdaj święta te czczono nieraz bardzo odległymi chrześcijaństwu zabawami. Ano tak to jest, że zwyczaje ludu polskiego nie tak łatwo dają się wepchnąć na strych. Jedna z tych starych zabaw słowiańskich  z okolic Gopła polegała na wyścigach w przepędzaniu zwierząt na pastwiska. Ten z pasterzy, który wyprzedził kolegów z wioski i pierwszy przepędził bydło na zieloną trawę, zostawał królem pasterzy. Ostatni na łące musiał się zajmować przez trzy dni bydłem z całej wioski. Reszta pasterzy się bawiła, a  on pilnował. Zdarzało się, że pierwszych na łące było kilku, wówczas o kolejności rozstrzygał bieg. Poza wyścigiem ze stadem i biegiem istniał także zwyczaj ścigania się konno, oczywiście wśród parobczaków, którzy mieli dostęp do koni. Ścigano się do wkopanego w ziemię kołka, przez lata wyścigi obrosły w ścisłe jasne i czyste reguły. Nie wolno było brać udziału w wyścigu w stanie wskazującym na spożycie… Stojący na mecie,  wbity w ziemię drąg służył również do innej zabawy. Na drąg się wspinano. Gładko ociosany, wyheblowany i wysmarowany tłuszczem maszt był nie lada wyzwaniem. Osiągnąć wierzchołek, za co przysługiwała  nagroda,  nie było łatwo.  Maszt, bo tak zabawę tę nazywano, zdobył popularność w XVII w., do Polski maszt  przyniosła żona Władysława IV, Ludwika Maria z domu Gonzaga.

Były czasy, że nagrodą za zręczność było otrzymanie miejskich praw. Szczególnie lubowano się we wspinaniu na podwarszawskich Bielanach. Warszawskie hałaśliwe Bielany mają ścisły związek z zakonem kamedułów, kojarzącym się z ascezą i milczeniem. Przybyłych do Polski w 1603 roku zakonników z powodu ich białych strojów nazwano bielanami. Bulla papieska zezwalała tym kontemplacyjnym mnichom na doroczny odpust właśnie w Zielone Świątki…  Opowieść o mnisim odpuście na Zielone Świątki to już następna historia.

Małgorzata Jańczak
(Felieton prezentowano na antenie radia Emaus w cyklicznej autorskiej audycji Małgorzaty Jańczak).

Tags: