Międzynarodowe Targi Poznańskie od 8 do 10 grudnia stworzyły raj dla miłośników koni i jeździectwa, czyli 15. edycję Cavaliady, zorganizowaną w trzech odsłonach: sportowej – z Międzynarodowymi Zawodami Konnymi w Skokach przez Przeszkody, targowej i show.
Cavaliada zaangażowała prawie 300 zawodników na swych rumakach i zwabiła na tereny MTP 25 tys. zwiedzających. Miłośnicy koni i zawodów, których było aż 10 tys. na trybunach w pawilonie 5, mieli do obserwacji wybór różnych konkurencji. Zorganizowano je jako konkursy z rozgrywką, czyli w wersji klasycznej. Były to: konkurs dużej rundy, finał średniej rundy i konkurs zawodów Grand Prix Poznania CSI3*, czyli Międzynarodowe Halowe Zawody w Skokach przez Przeszkody, w tym roku po raz pierwszy o randze trzygwiazdkowej, tj. mające pulę nagród w łącznej kwocie 440 tys. zł. Trzy konkursy spośród 12 są ujmowane w rankingu Międzynarodowej Federacji Jeździeckiej, a konkurs Grand Prix otwiera dla zawodników z naszego regionu drzwi do finału Pucharu Świata.
Co szczególne, kobiety zdobyły w Grand Prix dwa najwyższe laury: pierwszy − Niemka Jörne Sprehe na koniu Contifax, a drugi – Brazylijka Camila Mazza de Benedicto na koniu Willink. Trzecie miejsce zdobył Holender Henk van de Pol na koniu Chesterfield. Polscy zawodnicy z pierwszej dziesiątki to: zdobywczyni 4. miejsca – Aleksandra Lusina na koniu Omar-Plus-S oraz zdobywca 9. miejsca – Jarosław Skrzyczyński na koniu Quintera. Także Polak − Radosław Zalewski na koniu Wendalineke zajął 11. miejsce.
Do finałowych rozgrywek tych zawodów zakwalifikowało się 15 Polaków (walczących o punkty do Pucharu Polski). W sumie w finale startowało 45 zawodników, a bieg ukończyło 39. Gospodarzem toru w tym roku był Szwed Peter Lundstrum, zaś sędzią głównym − Tomasz Mossakowski. Nie mieli oni łatwego zadania, poziom skoczków był bardzo wysoki, co i dla publiczności reagującej żywiołowo na niebywałe dokonania zawodników oznaczało nie lada skoki emocji.
Przed trybunami na poziomie toru zorganizowano specjalne loże ze stolikami dla tych, którzy wybrali takie luksusowe miejsca podczas trwających rozgrywek.
Ciekawe wnioski można było wysnuć zarówno z obserwacji uczestników w miejscach wydzielonych do ćwiczeń, przyległych do toru głównego – okolonego trybuną, w których zawodnicy rozgrzewali swoje konie i skakali przez przeszkody, jak i na torze głównym podczas przerwy – tam swoimi krokami podczas przejścia odmierzali odległości, aby móc bezbłędnie i pokazowo się zaprezentować już jako zwycięzcy. Przystawali tu najciekawsi i w wielkim skupieniu śledzili każdy ruch zawodników i ich czworonożnych partnerów, błyskały flesze licznie tu obecnych, a właściwie wszędobylskich fotoreporterów.
Pomyślano również o małej Cavaliadzie − dla dzieci, którym powierzono do opanowania i walki w kilku konkursach rumaki nie tak wyrosłe ani tak ogniste jak zawodników dorosłych, lecz łagodne – kuce. Kolejny konkurs dla najmłodszych odbył się nawet po krótkiej przerwie po Grand Prix. Zawody można było też obserwować w różnych miejscach na ekranach TV.
Wcześniej trwały tu przygotowania. Pierwszego dnia Cavaliady, 8 grudnia, zawodnicy na swoich pięknych rumakach rozpoznawali warunki, oswajali się i swoich czworonożnych partnerów z miejscem i stopniowo wprowadzali się w stan gotowości do walki o trofea. Drugiego dnia odbył się konkurs potęgi skoku, w którym królował na koniu Dassino Emanuele Gaudiano z Włoch.
Zabawową formułę konkursu szybkości „Speed and music”, podnoszącego ciśnienie krwi o wiele, wiele kresek, stworzono dzięki równoczesnym popisom DJ-ów: Czecha Ludvika Jounderka i Polaka – Teak-a (radio Planeta).
Bajecznie prezentowały się zaprzęgi. W tej konkurencji Idmar International Driving Cup odbył się już w tym roku z obsadą międzynarodową. Zwycięstwo wywalczyła obsada mistrza Polski Adriana Kostrzewy z Patrykiem Szymczakiem. Drugi laur zdobył mistrz Brandenburgii Norman Schroder, a trzeci − mistrz Czech Josef Hrouda.
Z widowiskowych pokazów warto było zaznać widoków iście z westernów, które w kilku odmianach wprowadzały w klimat filmów z Dzikiego Zachodu czy też w wersji szybkościowej, które jako żywo budziły skojarzenia z obrazami wielkich wyścigów, a też w istocie rzeczy taki miały scenariusz.
Kto zaś wrażliwy na piękno: urodę i grację wielkiej klasyki – nie pominął pokazu arabów z Janowa Podlaskiego. Niestety, na konie te − czystej krwi arabskiej, doskonale wypielęgnowane i ze znakomitymi rodowodami, stać jedynie najbogatszych ich miłośników, bowiem są one najdroższe na naszym globie.
Stefania Pruszyńska