Cavaliada 2011 na Międzynarodowych Targach Poznańskich

Międzynarodowe Targi Poznańskie od 8 do 10 grudnia stworzyły raj dla miłośników koni i jeździectwa, czyli 15. edycję Cavaliady, zorganizowaną w trzech odsłonach: sportowej – z Międzynarodowymi  Zawodami  Konnymi w Skokach przez Przeszkody, targowej i show.

Cavaliada  zaangażowała  prawie 300 zawodników na swych rumakach  i zwabiła na tereny MTP  25 tys. zwiedzających. Miłośnicy koni i  zawodów, których było aż 10 tys. na trybunach w pawilonie 5, mieli do obserwacji wybór różnych konkurencji. Zorganizowano je  jako konkursy z rozgrywką, czyli w wersji klasycznej. Były to: konkurs dużej rundy,  finał średniej rundy i konkurs zawodów Grand Prix Poznania CSI3*, czyli Międzynarodowe Halowe Zawody w Skokach przez Przeszkody, w tym roku  po raz pierwszy o randze trzygwiazdkowej, tj. mające pulę nagród w łącznej kwocie 440 tys. zł.  Trzy konkursy spośród  12  są ujmowane w rankingu Międzynarodowej Federacji Jeździeckiej, a konkurs Grand Prix  otwiera dla zawodników z naszego regionu  drzwi  do finału Pucharu Świata.

Co szczególne,  kobiety zdobyły w Grand Prix dwa najwyższe laury: pierwszy − Niemka Jörne  Sprehe na koniu Contifax, a drugi – Brazylijka Camila Mazza de Benedicto na koniu Willink. Trzecie miejsce zdobył Holender Henk van de Pol  na koniu  Chesterfield. Polscy zawodnicy z pierwszej dziesiątki to: zdobywczyni  4. miejsca – Aleksandra Lusina na koniu Omar-Plus-S oraz zdobywca 9.  miejsca – Jarosław Skrzyczyński na koniu Quintera. Także  Polak −  Radosław  Zalewski  na koniu Wendalineke zajął 11. miejsce.

Do finałowych rozgrywek  tych zawodów zakwalifikowało się 15 Polaków  (walczących o punkty do Pucharu Polski).  W  sumie w finale startowało 45 zawodników, a bieg ukończyło 39. Gospodarzem toru w tym roku był  Szwed Peter Lundstrum, zaś sędzią głównym − Tomasz Mossakowski. Nie mieli oni łatwego zadania, poziom skoczków był bardzo wysoki, co i dla publiczności  reagującej  żywiołowo na niebywałe dokonania zawodników oznaczało nie lada skoki emocji.

Przed trybunami na poziomie toru zorganizowano specjalne loże ze stolikami dla tych, którzy wybrali takie luksusowe miejsca podczas trwających rozgrywek.

Ciekawe  wnioski można było  wysnuć zarówno z obserwacji uczestników w miejscach wydzielonych do ćwiczeń, przyległych do toru głównego – okolonego trybuną,  w których zawodnicy rozgrzewali swoje konie i skakali przez przeszkody, jak i na torze głównym podczas przerwy – tam swoimi krokami podczas przejścia odmierzali odległości, aby móc bezbłędnie i pokazowo się zaprezentować już jako zwycięzcy. Przystawali tu najciekawsi i w wielkim skupieniu śledzili każdy ruch zawodników i ich czworonożnych partnerów, błyskały flesze licznie tu obecnych, a właściwie wszędobylskich  fotoreporterów.

Pomyślano również o małej Cavaliadzie − dla dzieci, którym powierzono do opanowania   i walki w kilku konkursach rumaki nie tak wyrosłe ani tak  ogniste  jak zawodników dorosłych, lecz łagodne – kuce. Kolejny konkurs dla najmłodszych  odbył się nawet po krótkiej przerwie po Grand Prix. Zawody można było też obserwować w różnych miejscach na ekranach TV.

Wcześniej  trwały tu  przygotowania. Pierwszego dnia Cavaliady, 8 grudnia,  zawodnicy na swoich pięknych rumakach rozpoznawali warunki, oswajali się i swoich czworonożnych partnerów z miejscem i  stopniowo wprowadzali się w stan gotowości do  walki o trofea. Drugiego dnia odbył się konkurs potęgi skoku, w którym królował na koniu Dassino Emanuele Gaudiano z Włoch.

Zabawową formułę konkursu szybkości „Speed and music”, podnoszącego ciśnienie krwi o wiele, wiele  kresek, stworzono  dzięki  równoczesnym popisom DJ-ów:  Czecha Ludvika Jounderka i  Polaka – Teak-a  (radio Planeta).

Bajecznie prezentowały się zaprzęgi. W tej konkurencji Idmar International Driving Cup odbył się już w tym roku z obsadą międzynarodową.  Zwycięstwo wywalczyła obsada mistrza  Polski Adriana Kostrzewy z Patrykiem Szymczakiem.  Drugi laur  zdobył  mistrz Brandenburgii Norman Schroder, a trzeci −  mistrz Czech Josef Hrouda.

Z widowiskowych pokazów warto było zaznać widoków iście z westernów, które w kilku odmianach wprowadzały w klimat filmów z Dzikiego Zachodu czy też w wersji szybkościowej, które  jako żywo budziły skojarzenia z obrazami wielkich wyścigów, a też w istocie rzeczy taki miały scenariusz.

Kto zaś  wrażliwy na piękno: urodę i  grację wielkiej klasyki – nie pominął pokazu arabów z Janowa Podlaskiego. Niestety, na konie te − czystej krwi arabskiej, doskonale wypielęgnowane i ze znakomitymi rodowodami, stać jedynie  najbogatszych  ich miłośników,  bowiem są one najdroższe na naszym globie.

Stefania Pruszyńska


Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.