Krach parlamentarnej ruletki

Hazard to czy jakaś bardziej przewidywalna i dobra gra? − te pytania jakoś mnie nie opuszczały podczas obserwacji debat sejmowych. Potykając się o spore wątpliwości, rozważałam wręcz ostateczny sens swarów, licznych zawirowań słownych i sytuacyjnych. A że deliberacje parlamentarzystów wprawiały się za każdym rozdaniem głosów w ruch potoczysty − miałam jasność…

Cóż, nawet sami demokratyczni wybrańcy (widzieliście przecież i słyszeliście!) − toczyli się, raz wpadając w czerwone przegródki (niekoniecznie lewicowe czy ultralewicowe, może promiłośnicze albo probraterskie, cóż tam nazwy i szyldy tych barw… cóż tam wyroki i uprawnienia dane w zaufaniu moim, Twoim − wyborców), a raz − w czarne (niekoniecznie żałobne, może raczej w szacie negatywizmów).

Tyle kulek, tyle rozgrywek. O nas, o Ciebie, o mnie. O Rzeczpospolitą. A że i Wielka Krupierka − Większość Parlamentarna nie uposągowiła się, lecz tocząc się z zajadłą chyżością po kole demokracji parlamentarnej, wpadła do zielonej przegródki: ZERO. Wczoraj, 7 września AD 2007…

Z taaaaaaaką radością? A gdzież ta klasa, mości Panowie Posłowie i Panie Posłanki? W śmiechu nad ruletką?

Prezydent RP zarządził wybory. Dwudziestego pierwszego października następna gra?

Stefania Golenia Pruszyńska




Tags: