











Zima w Polsce zdaje się tracić pamięć o swych srogich przywilejach i terminach. Nie może być inaczej, gdy wszystko się zmówiło przeciwko jej władzy. Proces jej detronizacji postępuje z roku na rok. A ona, zmuszona rejterować do pożółkłych kronik z doniesieniami o jej niepodzielnym panowaniu nad światem siarczystymi mrozami, zawiejami, burzami, zaspami – zaraz wzbiera gniewem za swoją niemoc. Dopiero gdy z nostalgii i skłonności do narcyzmu zdoła umknąć do muzeów z dziełami współczesnych i dawnych mistrzów skupionych na jej krasie – łagodnieje na dłużej.
Wprawdzie, o dziwo i ku trwodze! w listopadzie 2023 zaskoczyła obfitością białego puchu i bardzo mroźnym oddechem Wschód ziemskiego globu i kraje Północy. W niektórych regionach paraliżującym życie temperaturami sięgającymi nawet czterdziestu kresek poniżej magicznego zera. A w Wielkopolsce ledwie co smagnęła śniegiem, nieco przymroziła i… nagle się zawahała.
W grudniu okazało się, że zdecydowała się na urlop… Co się dziwić – jak Polska długa i szeroka grudniowych wystaw zimowych pejzaży zarządzono co niemiara: a to w Zakopanem, a to w Gorzowie, a to… Nie sposób wymienić wszystkich oaz, w których dano na pokuszenie białej damie mnóstwo okazji do aktów pławienia się w samozachwycie – raz bowiem docenionej finezją i talentem fana nad fany, innym razem uskrzydlonej satysfakcją z poczucia wyższości własnych dzieł. Niedoścignionych w wielowymiarowej skali ich dynamiki gry z naturą. I od wieków niepoliczalnych. Nijak więc się było łudzić, że tak zajęta lustrowaniem zastygłych na płótnach jej wizerunków, obdaruje nas bajkową bielą za oknem w świąteczne dni Bożego Narodzenia i na Nowy Rok 2024.
Raptem w styczniu ożywiła się w kolejnym afekcie, dozwalając na łagodną szarżę swoim groźnym żywiołom. I tym razem udało się jej dowieść, chociaż na krótko, że wzniecane przez nią zamiecie na przemian z gołoledzią niewiele wspólnego mają z sentymentalnym i statycznym stereotypem jej kreatywności w manierze malarzy czy grafików. Po tej kapryśnej akcji ekspresji jednak zamilkła na dobre.
Nastał luty. Oczekiwane w Wielkopolsce uczniowskie ferie zimowe mnożą marzenia o igraszkach na śniegu i przygodowe z sanną, szusowaniem na deskach i wyjazdami czy białymi polowaniami na malownicze krajobrazy. Może nawet niejedna latorośl, rozochocona przedsezonowymi harcami zimy sprzed trzech miesięcy i kadrami z dawnych filmów, roi sobie o zapomnianym już kuligu? A mnie aż korci wizja jazdy na saniach pod filuternie rozpiętym i rozbawionym na niebie księżycem, z pochodniami, ze śpiewami i do wtóru radosnym prychaniem dziarskich koni, żwawo pędzących po suto zaśnieżonych polach… A oto co dokoła? – wykwitły przebiśniegi w poznańskich ogródkach…
Nawet w rejonach podgórskich i górskich królowanie zimy jest co najmniej wątpliwe – przecież nie jej zasługą jest śnieg z dmuchaw, którym rozczarowani i zdesperowani miejscowi władcy stoków i szkółek narciarskich usiłują stworzyć przyjezdnym choćby iluzję białego szaleństwa.
Uroda kruchej wielkopolskiej pani mroźnej w pejzażach leśnych, odsłonięta na fotografiach, ma także minione daty – lutego 2021 roku…
Stefania Pruszyńska
Autor fot.: Z.F. Wszelkie prawa zastrzeżone
Felieton aktualizowany. Najnowsza aktualizacja: 9 lutego, godz. 11.25