To pewnie zaskakuje, burzy stereotypy, nasze wyobrażenia o mniejszej skali zagrożenia na Bliskim Wschodzie niż w Polsce, co stwierdza Marek Traczyk, prezes SPM, w wywiadzie udzielonym Mariuszowi Kowalczykowi z Press…
„Według polskich statystyk, w naszym kraju ginie więcej osób z powodu różnych »zamachowców« na cudze życie niż w zamachach na Bliskim Wschodzie. Proszę sobie przypomnieć ostatnie wypadki drogowe w Polsce, ile to niewinnych osób, w tym dzieci, zginęło za sprawą polskich »terrorystów i piratów drogowych«. My jednak jesteśmy krajem demokratycznym i dyskutujemy, czy taki »terrorysta drogowy« powinien mieć alkomat w samochodzie, by sprawdził poziom alkoholu we krwi” – mówi Marek Traczyk, prezes Stowarzyszenia Polskich Mediów w odpowiedzi na pytanie Mariusza Kowalczyka z Press, nawiązując do wyjazdów na Bliski Wschód czy do Egiptu, organizowanych dla dziennikarzy przez SPM: „Przecież tam mimo to może ktoś wysadzić się z bombą. Nie bał się Pan tego?” (wywiad pt. „Czy zaproszenie dziennikarza na wyjazd za darmo to korupcja?”).
Przykład neoterroryzmu − swoistej żywiołowej mody, która miała być zabawą: „Lampiony szczęścia” z chińską marką. Kupowane masowo przez letników i turystów nadmorskich, wiele razy zagrażały lasom, domostwom. Jedna z takich sytuacji zdarzyła się późną nocą nieopodal rezydencji, w której mieszkałam. Lampion spadł na topolę, częściowo suchą, stojącą tuż przy domku fińskim, w nim zaś spała spora grupa młodzieży. Gdyby natychmiast nie interweniował pracownik ochrony ze służbami, doszłoby tam do tragedii. Straż pożarna wiele razy jeździła gasić w zarodku takie pożary w lesie. A lampionami miotał wiatr w górze. Bywało, że spadały nagle na drzewa po niemieckiej stronie. Albo dla odmiany − posłane z Niemiec, lądowały na polskiej trawie, sianie, drzewach…
Tekst, fot.: Stefania Pruszyńska
Na fot.: Przykładowy „Lampion szczęścia”
