Pośmiewisko z Leninem − trend w estetycznej i intelektualnej dyktaturze smarkaterii?

„Żyjemy pod estetyczną i intelektualną dyktaturą smarkaterii?” – tak Wojciech Maziarski w „Gazecie Wyborczej” kąsa twórców reklam  za ich  skrajny infantylizm, prostactwo i umizgiwanie się do niezbyt rozgarniętej młodzieży. Stwierdza, i to nie bez racji, że reklamy i w ogóle kultura masowa „są dziś zdominowane przez treści obliczone na gust, wrażliwość i intelekt nastolatka”.

Wypowiedź  W. Maziarskiego dotyczy m.in. najświeższego przykładu takiej reklamy sieci telefonii komórkowej Heyah, która  oparła się na prezentacji postaci Lenina  w formie karykaturalnie infantylnej. Aż się prosi ten fakt o komentarz, że nic dziwnego, iż  osoby wrażliwe, oczekujące więcej subtelnych i wartościowych przekazów, być może też tylko  z pokoleń  starszych,   generalnie i przede wszystkim  − wielu wymagających  i smaku, i klasy, i treści na wysokim poziomie, ta reklama  tak wzburzyła, iż sieć ją była zmuszona  wycofać  z publicznej sfery  oddziaływania.

Z wytworzonym przez konstruktorów  reklamy  pośmiewiskiem  z Leninem, które miało promować sieć  Heyah, Maziarski rozprawia się jednoznacznie: „Autorom tekstów i spotów, twórcom popkultury wydaje się, że taki właśnie jest ich typowy i pożądany odbiorca.  Że szczytem intelektualnej finezji jest dla niego pokraczny Lenin wydzierający się w jakimś dziwnym narzeczu udającym język rosyjski. Że interesuje go pokazywanie dekoltu i zderzaków. Że bawią go grubiańskie żarty o gwałceniu Ukrainek”.

„Nie zarzucałbym autorom tych pamiętnych dowcipasów radiowych rasizmu czy głoszenia nienawiści etnicznej, tak jak nie zarzucałbym twórcom spotu z Leninem gloryfikowania komunizmu. Wszystkim im zarzuciłbym skrajny infantylizm, prostactwo i brak poczucia obciachu w mizdrzeniu się do młodzieżowego odbiorcy”  – konkluduje W. Maziarski.

Tymczasem to cynizmem i chamstwem (nazwijmy to po imieniu, bowiem salonowe  „prostactwo” to nazbyt elegancki termin) wieje już choćby  z określenia: „zderzaki”. To słowo obraża wrażliwość i każdą kobietę. Obraża też wszystkich wrażliwych, w tym  na piękno ciała kobiety czy jego role jako np. matek… Tak nie mówi artysta, żaden człowiek o wysokiej kulturze osobistej. Co najwyżej może to być cytat w dramacie.  Cytat z mowy upiorów, żulii − „popisujących się” (w najdelikatniejszej interpretacji używania takiego słownictwa) brakiem elementarnej kultury myślenia, odczuwania.

Podobnie reakcje na reklamy mogą  wcale nie zależeć od stylistyki wizualnej czy innej. Wytwory reklamodawców w ogóle nie są najulubieńszymi obiektami degustacji intelektualnej czy rozrywkowej, choć ciekawią.  I być może to skutek takich ich dyskusyjnych i bulwersujących jakości czy też ich wszędobylstwa. Dla odbiorcy tych swoistych przekazów nie mają one znaczenia albo stanowią jedną  z form informacji, gdy prezentowane oferty nie odpowiadają jego głodowi konsumpcyjnemu, potrzebom lub  nie rozbudzają namiętności zakupowych, zresztą często pod klasycznym warunkiem posiadania odpowiednich zasobów w kasie pancernej, a więc zdolnych najpierw  do akustycznych  potwierdzeń  − od cichutkiego szelestu jednego, dwu czy  kilku banknotów − po  furkot  ich sterty…

Stefania Pruszyńska


Tags: