Na fot.: Autorka z rzeźbą Gustawa Holoubka w Alei Gwiazd w Międzyzdrojach. Fot. ze zbioru Stefanii Pruszyńskiej
Walentynki skłaniają mnie do ciepłej refleksji, lecz także do takiej i nad tym, co świat, współczesność uczyniły z kobietą i mężczyzną – romantykami i nie-romantykami. Z miłością. Opinie, krótkie wypowiedzi kilku anonimowych rozmówców, uczestników zorganizowanego przeze mnie minisondażu o walentynkowym świętowaniu w Polsce, ujawniają różne optyki.
„To jest sztuczne święto. Najazd zwyczajów Zachodu. Nie ma u nas historii, historycznych podstaw. To kolejna zabawa na zawołanie. Zabawa w to, co niesie zyski dla firm produkujących sztuczne serduszka i inne akcesoria na pokaz. Nie znoszę takich demonstracji…” – przedstawiciel firmy gazowniczej, wymieniający gazomierz na nowy.
„Walentynki… świetna okazja do ujawnienia skrytych uczuć i może do zabawy. Lubię prezenty walentynkowe. Mam tajemniczego i nieśmiałego adoratora. Romantyka. Śle mi kwiaty przez gońca z kwiaciarni, już prawie 3 lata. Nie tylko w walentynki” – uczennica klasy maturalnej liceum.
„Nie mam najlepszego zdania o walentynkach. Nie lubię akcji, jeśli są sztuczne. Serduszko, bo taki dzień. To takie prymitywne. Pamiętam, jak ubolewałam nad tzw. Dniem Kobiet. W Polsce to był firmowy masowy pokaz myślenia o kobiecie w czasach socjalizmu. Z szumnymi hasłami. Z goździkiem od szefa. Kawą i kawałkiem ciastka na stole. A na co dzień – kobieta w zaprzęgu! Zrównana do ról mężczyzny. Taki obraz kobiety w dniu jej święta widziałam w Polskiej Kronice Filmowej, sama mając lepsze życie z racji swojego pochodzenia i majątku, a także dzięki temu, że miałam to szczęście być żoną urodziwego i ogromnej kultury osobistej Szwajcara. W Szwajcarii mieszkam od wczesnej młodości. Do Polski teraz powróciłam na krótko, by odwiedzić swoją rodzinę i poznać naocznie, jak teraz moja ojczyzna się ma” – urocza miła starsza pani.
„Słyszałem w radiu, że święto to uznał papież Franciszek I. Ma się dzisiaj spotkać z 20 000 zakochanych, błogosławić im i przypomnieć, że Kościół troszczy się o narzeczonych. A to jest manifestacja. Życie niesie serca także przygnębione, cierpiące, choć kochające. Miłość nie dotyczy tylko młodych i rozbawionych walentynkami” – starszy pan, emerytowany profesor uniwersytetu.
„Bawię się w walentynki codziennie. Każdy ma wybór, jak kochać i kogo. Mam dziewczynę od 4 lat. Mieszkamy razem w wynajętym pokoju. Ślub planujemy za rok. Teraz ustalamy z rodzicami, jak zdobyć mieszkanie, pracujemy i studiujemy. Kredyty są bardzo drogie jak na nasze warunki. Może nam pomogą trochę. Trzeba mieć własny wkład, co najmniej 30 000 zł na kredyt związany z programem rządowym »Mieszkanie dla młodych«. W tym programie jeszcze nie wszystko jest dopięte. Dopiero kilka banków się włączyło i nie jest to wcale tak różowe, jak wieszczą reklamy tego programu. Może się poprawi ta sytuacja?” – student uniwersytetu ekonomicznego.
Walentynki skłaniają mnie do ciepłej refleksji, lecz także do takiej i nad tym, co świat, współczesność uczyniły z kobietą i mężczyzną – romantykami. Z miłością. Poruszyło mnie zwierzenie pewnej pani. Poetki już w dojrzałym etapie życia. Jej Przyjaciel dba o to, by jej nie dotykał wiatr i deszcz. Jest zazdrosny o taki nawet dotyk, a i dba o jej zdrowie, samopoczucie. Dlatego ją otula ciepłym płaszczem, trzyma parasol, podjeżdża samochodem czy taksówką z parasolem, jak zwykle zapomnianym przez nią albo nowym – bo kolejny zagubiła. Taka atencja i taka postawa mężczyzn to raczej rzadkość teraz.
Stefania Pruszyńska
Na fot.: Autorka z rzeźbą Gustawa Holoubka w Alei Gwiazd w Międzyzdrojach. Fot. z własnego zbioru Stefanii Pruszyńskiej.
