Ni stąd, ni zowąd w elektronicznym trybie powiadomień z portalu społecznościowego spłynęła do mnie wieść o sygnale od znajomego, dotąd wielkiego orędownika dobrego smaku i elegancji. „Zaczepił cię” − podano. Zdumiona, zadumałam się nad tym. I nad swoją, jego i innych znajomych pochopną decyzją o akcesie do tej wieży Babel.
Bo gdybyśmy nie hołdowali tej grzeczności, w którą wpisuje się tak wiele, a nie wyklucza ani okazywania sobie nawzajem sympatii, szczerości, ani krytyki, ani merytorycznego dialogu, takie doniesienie: „Zaczepił cię” nie miałoby pewnie tej siły rażenia…
Gdyby był na przykład nieznajomym, mijanym na jakiejś koślawej uliczce, który nagle zawraca i chwyta mnie gwałtownie za rękę − tak, to byłaby zaczepka. I gdybym np. przechodziła w pobliżu jakiejś restauracji czy pijalni piwa, z której wychodzący nieznajomy zastawiłby mi drogę i wychrzęściłby złamanym basem (takim po kilku sporych alkoholołykach): Laluuuniu! czy: Hej, żabunciu! − to byłaby także zaczepka! Zresztą taka i w takich okolicznościach wymagająca może nie tylko uwolnienia się szybkim odejściem. Tyle że pijanemu obywatelowi nie tylko w przestrzeni publicznej zwyczajowo nie przysługuje status człowieka wiedzącego, co czyni. Wątpię jednak, by ten mój znajomy nawet po suto zakrapianej biesiadzie przemawiał w takim stylu i z taką natarczywą agresywnością zaczepiał jakąkolwiek kobietę, uporczywie uniemożliwiając jej na dodatek swobodne przejście ulicą. (Tylko w teatralnym wydaniu mogłaby być ta druga zaczepka aktorsko interpretowana w zwiewnej, fantazyjnej stylistyce dramaturgii kryzysowej).
Tymczasem takie hasło-informacja z portalu: „zaczepił cię”… Kto ciekaw tonacji tej mojej uwagi w tym momencie, a ona ma przecież zawsze niebłahe znaczenie, niechże wie: prycham po prostu, starając się bronić pierwszej silnej reakcji, a nie była ona inna niż pomieszanie ze smutkiem, zdumieniem, żalem. Oczywiście, można by takie hasło skwitować uśmiechem w kontekście dialogu z osobą dobrego czy bliskiego znajomego. Jednak taki dobry czy bliski znajomy może zatelefonować, napisać list. I tak byłoby właściwie. A portal edukuje inaczej − hasłem: Zaczep…
Pożytek jednak z tworu twórców tego cudotwórczego biznesu towarzysko-społecznościowego: „Zaczepił cię” jest niewątpliwie nadspodziewany, gdy mobilizuje do samoobrony występującą w roli inteligentnego czytelnika: domyślność, intuicję intelektualną i inne przymioty intelektualne i osobiste.
A dlaczego w takim razie nie sięgnięto także po inne hasła i wrażliwym na finezję okiem nie wyłowiono w tak wielu przecież do dyspozycji słownikach podpowiedzi typu: zahakował (za bardzo rzeźnickie?), zarzepił (trudny do oderwania), upomniał się (nadroszczeniowe?), zastukał do ciebie (natręctwo ułańskie?)? Nie ma tam niektórych tych określeń? A może trzeba by stworzyć słownik rozchwianej polszczyzny? Rozchwianej, nieempatycznej, sugerowanej, neologicznej (logicznej inaczej), narzuconej czy tworzonej bądź stosowanej − po omacku. Kto wie, czy nie lepiej nawet od razu − domyślnej polszczyzny…
Mimo tylu słowników i pewnie wielu doradców do spraw tworzenia „oprzyrządowania hasłowego” nie odkryto tonów ciepła, serdeczności czy bukietu sympatii − w skromnym: przypomina się… Pewnie za subtelne i za bardzo grzeczne czy nieodpowiednie w epoce modnej czy lansowanej szorstkości. Szorstkości ucharakteryzowanej na młodzieżowy lakonizm z odcieniem niepowagi.
Taka skala tej wieży Babel, a taki uwiąd pomysłowości…
Chwilowy. Prorokuję bowiem tej konstrukcji rozwój. Z systemu skrótowego dialogu mogą być powoli eliminowane wszelkie „obciążenia” kulturą osobistą, dobrymi zwyczajami i w ogóle jakimkolwiek wysiłkiem intelektualnym czy normami, w tym pisownianymi. A łatwo dojrzeć, kto te normy zna i hołubi, a kto je wyrzucił do kosza.
Nie zdziwi mnie nawet, gdy emotikony zostaną zaprogramowane na „krasomówców, krasośpiewców, krasośmiewców” w wielu tonacjach czy odmianach języka polskiego i w ogóle w wielu językach − poliglotów. Oby tylko zastąpić obie strony dialogu w wysiłku jego prowadzenia!
I to miałyby być symptomy stagnacji? To chyba rewolucja!? Na takie mumifikowanie żywej społeczności dotąd jeszcze nikt się nie ważył!
Stefania Pruszyńska