O Włodku Filipku i książce „Dziennikarz w świecie klerków” na spotkaniu w Teatrze Ósmego Dnia

Okładka książki Włodzimierza Filipka „Dziennikarz w świecie klerków”, fot. S.P.

To pozateatralne spotkanie w Teatrze Ósmego Dnia, któremu nadano bardzo prostą nazwę „Włodek” , łączyło promocję książki „Dziennikarz w świecie klerków” Włodzimierza Filipka ze wspomnieniem filmowym.

Przypomniano Włodzimierza Filipka, zmarłego nagle w 2005 r. Człowieka niezwykłego: pełnego swobody buńczucznego naturalistę, nieskrępowanego w manifestowaniu swoich poglądów indywidualistę, mającego sprzymierzeńców i przyjaciół wśród ludzi nauki, dziennikarstwa, sztuki − tych ze wspólnych dróg skomplikowanej historii. To oni zresztą sprawili, że „Dziennikarz w świecie klerków” trafi na półki czytelników o niebanalnych zainteresowaniach.

Włodzimierz  Filipek, dziennikarz, opozycjonista, wykładowca i twórca telewizyjny pozostawił po sobie spore  materiały, nad którymi  pochylił się Jerzy Fićko:

„Były różne  jego pomysły na doktoraty, lecz wydaniu książki zawsze coś stawało na przeszkodzie. Molestowałem go, by  to zrobił. Kiedyś powiedziałem mu: Obiecuję, że Tobie napiszę recenzję. Jerzy, mam nadzieję − odpowiedział wtedy Włodek. Ta myśl − geneza książki pojawiła się zaraz po zawiadomieniu mnie, że zmarł” − opowiadał na spotkaniu.  

Wśród wielu snutych wspomnień o Włodku przewijał się jego obraz jako człowieka z wiecznie zapalonym papierosem, odpalającego jednego papierosa od drugiego, ciągle dyskutującego, dociekającego. Zadawał pytania, które są ważne. Stwierdzał, że „polska mądrość musi być źródłem jakiejś w ogóle mądrości”…

Któryś z uczestników tego wieczoru  stwierdził, że ta książka jest taka jak Włodek.

„Był najbardziej »prawdziwym« człowiekiem, jakiego poznałam. Nie udawał kogoś, kim nie jest. Żył tak, jak dyktowało mu Serce” − napisała zaś  w pośmiertnym wspomnieniu Paulina Suszka.

A sam Jerzy Fićko dziękował ofiarodawcom, dzięki którym można było urzeczywistnić zamiar oddania tego wydawnictwa do druku. Przepraszał, jeśli pominięto czyjeś nazwisko na długiej liście.

Już podtytuł książki Włodzimierza Filipka: Rozmowy − szkice − reportaże sygnalizuje wielość treści w różnorodności form. Znajdziemy w niej zarówno szczegóły barwnej i zarazem chwilami dramatycznej biografii autora, jak i rozmowy z Jerzym Andrzejewskim, Adamem Bieniem, Karolem Modzelewskim, Jackiem Kuroniem, Markiem Edelmanem, Jaffem Schatzem oraz niezwykle interesujące reportaże, szkice, jak choćby: „Bieniek z placu Stalina”, „Jestem już czysty”, „Zdobyczni koledzy”…

− Teksty te wymagały sporo pracy nad zapiskami czy też mozołu ich odszukania − mówił Jerzy Fićko. − Próbowałem najpierw je znaleźć w komputerze − wyjaśniał.

Ciekawym doświadczaniem obecności Włodzimierza Filipka była projekcja filmu. Jego głos, spokojny, z naturalnym, refleksyjnym tonem, twarz wyciszona, ożywiona w kontakcie z ludźmi,  wywód o miłości, przyjaźni i o ciele i duszy („dominujące jest ciało” − wyraźnie podkreślał) zawsze  mogą  być inspiracją czy  prowokować do wielu przemyśleń o naturze człowieka, jego kondycji poznawczej i woli życia pełnią. Nie dziwiło więc skupienie i zamyślenie uczestników tego spotkania. Ta  podróż w różne wątki życiorysu, odnotowane w pamięci jako wspólne z  Włodkiem, była także hołdem dla niego − szczerego, podziwianego arystokraty niepokory.

Stefania Pruszyńska

* Spotkanie w Teatrze Ósmego Dnia odbyło się w poniedziałek,  26 lutego 2007 r.


Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.