O Marszu 11 listopada 2011. Krajobraz prób prawnych i dementi

Pisałam o tym Marszu, zdumiona doniesieniami o dewastacjach, rannych. Prezydent Bronisław Komorowski w jednej ze swych wypowiedzi skrytykował udział w nim osób w kominiarkach, inicjując kroki prawnej regulacji manifestacji publicznej: „Chciałbym bardzo, aby pojawił się zapis ułatwiający policji rozpoznanie osób, dziś często występujących w maskach lub z jakimś kamuflażem na twarzy − uniemożliwiającym albo utrudniającym identyfikację”.

I dodał: „[…] żeby to było jasne, kto jest sprawcą naruszeń prawa i stwarza zagrożenie dla mieszkańców Warszawy czy innych miast w Polsce, stwarza także źródło wstydu dla nas wszystkich z tytułu tak hańbiących zachowań w dniu Święta Niepodległości”.

O tych zapoczątkowanych realizacjach prawnych prezydent Komorowski powiedział: „jest możliwe znalezienie zapisów, które by nowelizowały dotychczasową ustawę − bez konieczności zmiany Konstytucji, co jest w tym wypadku istotne − w taki sposób, aby w większym  stopniu odpowiedzialność za szkody i za zniszczenia w miejscach i czasie objętym zgodą na przeprowadzenie demonstracji obciążały organizatorów”.

Wątpię, że taka regulacja prawna obciążająca odpowiedzialnością materialną organizatorów Marszów  przypadnie im do gustu, bowiem w tej sytuacji łatwo kwestionować odpowiedzialność służb porządkowych, a trudno organizatorów czynić drugim ramieniem policji czy też „sponsorem” tego wydarzenia. I pozostaje w ostateczności pytanie, co  z odpowiedzialnością  sprawcy czy sprawców za szkody. Może organizatorzy będą zmuszeni zorganizować własne siły porządkowe. A jaka rola w takiej sytuacji  pozostanie policji?

Co zaś do udziału obcokrajowców w tym Marszu, Prezydent RP wykazał  ogromny niepokój, „że w ogóle ktoś mógł wpaść na pomysł, aby do Polski zapraszać spoza granic naszego kraju ludzi, którzy wyraźnie nie są zainteresowani świętowaniem polskiej niepodległości, ale urządzaniem na polskich ulicach burd i awantur. − To po prostu jest narodowy polski wstyd” − powiedział.

Do sprawy nawiązuje też „Krytyka Polityczna”: „ Zamiast sensownej i spokojnej rozmowy, jak następnym razem zrobić obchody, żeby wyeliminować nienawiść i złe emocje, panowie z prawicy za cel postawili sobie skorzystać z zamieszania i próbować wreszcie takimi metodami zatrzymać rozwój »Krytyki«”.

Optykę na tę sytuację prezentuje Sławomir Sierakowski, szef  „Krytyki Politycznej”, zresztą cytując swoje wypowiedzi opublikowane w poniedziałkowej „Gazecie Wyborczej” – stanowiące dementi w kwestiach, które stanowiły zarzuty prawicy, w tym m.in. o rzekomo znalezionym w KP kastecie (o czym pono wielu dziennikarzy rozprawiało na łamach swych gazet): „Na pewno nikt nie będzie blokował żadnego marszu, jeśli nie będzie w nim organizacji wzywających do nienawiści. Tak czy inaczej, sądzę, że Porozumienie 11 listopada powinno się spotkać. Omówić, co się udało, a co nie i wyciągnąć wnioski z tego, że mimo iż sam wiec przebiegł doskonale, to nikt tego nie pokazał, a winę chuliganów, którzy zdewastowali miasto, zestawiano z obrazem zamaskowanych członków Antify. Być może na przyszły rok Porozumienie 11 listopada powinno zaproponować konkurencję na to, kto zorganizuje najsympatyczniejsze obchody, w której warunkiem jest brak nie tylko przemocy, ale i nienawistnych haseł. To może być najlepszy sposób na rozbrojenie tych corocznych Marszów z towarzyszącej im agresji, jeśli ich organizatorzy są rzeczywiście do tego gotowi”.

A może warto przede wszystkim zastanowić się i przemyśleć, dlaczego jedna ze swobód obywatelskich, którą jest wiec czy demonstracja, podryfowała w innym kierunku  niż chciany czy dający się przewidzieć i z takimi skutkami?

Stefania Pruszyńska


Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.