Liryzm i uniesienie w głosie. Strzeliste, przestrzenne novum akustyczne dobywane z maestrią z organów. Finezyjny, kołujący melodycznie zaśpiew organków. Muzyczne czary wyśnione na instrumentach klawiszowych i, słowa afirmujące niebanalne treści – oto lapidarna wizytówka występu Józefa Skrzeka przed poznańską publicznością. Wybitny muzyk, kompozytor i solista koncertował w auli Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu.
Józef Skrzek zaprosił do współbiesiady muzycznej Annę i Piotra Niewiedziałów, duet fortepianowy, który znakomitą, błyskotliwą prezentacją znanych utworów m.in. Gershwina, utrzymanych w pogodnym nastroju, otworzył występy gości specjalnych tego wieczoru.
Zaskakująca brzmieniem okazała się muzyczna oferta Krzysztofa Jarmużka, poznańskiego kompozytora, i Peruwiańczyka Hektora Brava Chury, eksperymentujących dźwiękami scalającymi nowoczesne wibracje i tony syntezatora z południowoamerykańską, egzotyczną, o indiańskim rodowodzie melodyką instrumentów dętych, m.in. fletnią Pana.
O Mateuszu Ziółko, w Poznaniu coraz bardziej hołubionym, szczególnie utalentowanym i wschodzącym soliście, kompozytorze interesujących utworów („Kalejdoskop”, „Raj”), kreator wielu zjawisk muzycznych i grup Franciszek Walicki w liście do K. Wodniczaka, współorganizatora koncertu, napisał: „Jeśli prawdą jest, że ma on zaledwie 18 lat, to mam pewne skojarzenia z tym, co onegdaj zdarzyło się w Gdańsku. Przyjechał wówczas 18-letni Czesław Wydrzycki…”. Tym razem Mateusz Ziółko, któremu po dobrym starcie wróży się karierę na miarę Czesława Niemena, w kameralnej oprawie wystąpił z akompaniującym mu do śpiewu i gry na fortepianie młodym skrzypkiem, absolwentem Akademii Muzycznej, Michałem Woźniakiem. W tej stylistyce aksamitny, głęboki głos Mateusza i oryginalność kompozycji jego utworów podkreślały skrzypcowe śpiewności i modulacje, przydając ich klimatowi barw romantycznej zadumy. „Nad przepaść życia wejdź i krzycz, głośno krzycz […] za krew i morze łez błagalnie dłonie wznieś, zabłyśnie światło w kryształkach lodu, ujrzysz kolory zachodu […]” – słowa wiersza „ Kalejdoskop” Marii Ziółko, matki Mateusza, przenikały przez dźwięki strun fortepianu przejmującą dynamiką.
Józef Skrzek pojawił się na estradzie z uśmiechem i w żartobliwym nastroju przytoczył kilka słów o tym, że jest ze Śląska… I zaczął ten nieprawdopodobny taniec palców po klawiaturze… „Z miłości jestem…” , „Z których krwi krew moja”, „Zmartwychwstałem” − śpiewał z patosem i przejmująco. W przestrzeń sali głos muzyka i organowe dźwięki płynęły splecione w harmonii brzmień niezwyczajnych, mistrzowsko wyważonych. Józef Skrzek miękkim śpiewem unosił liryzm i nostalgię, osobistą refleksję interpretacyjną, które odsłoniły ich źródło – wrażliwe na dramatyzm ludzkiej egzystencji wyobraźnię i emocje wybitnego muzyka. Niezwykłe organowe konstrukcje melodyczne, wykonawstwo i treść utworów sprawiały, że publiczność koncertowa bez reszty wsłuchana w stające się tu i teraz piękno, syciła się muzyką wielką, wzmagającą głód ciągłego, nieprzerwanego słuchania. Tak oddziałuje jedynie wielka sztuka, która nie przemija, wpisująca się w pejzaż twórczości wyjątkowej.
Organizatorzy tego wydarzenia: Agencja Muzyczna i Magazyn Muzyczny „Brzmienia” uhonorowali Józefa Skrzeka za dotychczasowe osiągnięcia, całokształt jego artystycznej działalności statuetką Złotego Klawisza, wyrzeźbioną przez Kazimierza Rafalika. Laur ten J. Skrzek wraz z bukietem kwiatów z sympatią i zawadiackim uśmiechem odebrał z rąk Krzysztofa Wodniczaka. Symbolizujące wdzięczność za kreację artystyczną kwiaty wręczył w imieniu Stefana Mikołajczaka, marszałka województwa wielkopolskiego, Stanisław Kamieński,
Puentą wieczornego koncertowania Józefa Skrzeka w dzień swoich imienin 19 marca (2005 r.) były gorące brawa poznańskich słuchaczy.
Stefania Golenia Pruszyńska