Kochał muzykę poważną… – wspomina z rozrzewnieniem Ania Szwak. To stwierdzenie Ani o jego upodobaniu ma wiele z tej magii, której człowiek pragnie jako wspólnego świata z inną istotą. Nie byłoby jej dane doświadczenie takiej bliskości z ptasim jestestwem, gdyby o losie jej wróbelka nie przesądziła najpierw klęska dramaturgii iście szekspirowskiej – w pyszczku kota za moment byłby jego śniadaniem…
− Wujek przyniósł mi go – ocalonego. Był malutki, szary, z żółtym dziobkiem. Wzięłam wróbelka delikatnie na ręce i umieściłam w czerwonym koszyczku. Postanowiłam od razu być jego dobrą opiekunką, tylko zastanawiałam się, jak go karmić. Wymyśliłam dobry sposób – pęsetą, do której nałożę muchy i dżdżownice. Na początku karmiłam go często, z przekonaniem, że trzeba właśnie w ten sposób. Później sam zaczął się upominać – do tego stopnia, że zmuszona byłam wstawać skoro świt na jego intensywne ćwierkanie − jednym tchem wyznaje Ania.
− Byliście u wujka, czy tam razem mieszkaliście? − dociekam, by ustalić chronologię wydarzeń i poznać różne szczegóły.
− Tam tylko byliśmy w gościnie w domu babci na wsi. Wkrótce, po kilku dniach, przewieźliśmy go do domu w Poznaniu – wyjaśnia.
− Ach tak! A jak tę przeprowadzkę do dużego miasta przeżył? To inne otoczenie, warkot samochodów… Wprawdzie był wtedy mały, ale to mnie ciekawi, jak to zapamiętałaś − dodaję.
− Najważniejsze, że żył. On zresztą potem przebywał tylko w domu, nie znał niczego innego, więc nie było różnicy. A rozwijał się szybko. I zżywał się ze mną i całym otoczeniem w domu − Ania mówi z ożywieniem. I uśmiecha się, i chwilę milczy.

− By go w ogóle pozostawić w domu, błagaliśmy tatę. Na szczęście uległ tym błaganiom niemal od razu. Pewnie go rozbroił widok tego ślicznego malucha. W ten sposób Kuba, tak go nazwaliśmy, został członkiem rodziny. Reagował na swoje imię i cmokanie – zaraz się odzywał, przylatywał do nas i dziarsko, wesoło tuptał.
−A może wiesz, jak długo się uczył, zanim uznał, że jest Kubą? A pytam o to, będąc sama zaciekawiona i od dawna niejednokrotnie o tym myśląc, kiedy właściwie mój kocurek przyjął nadane mu przeze mnie imię jako własną kocią tożsamość.
− Chyba niedługo − stwierdza Ania. − Jednak nie wiem, kiedy to się stało. Często mówiliśmy i powtarzaliśmy: Kuba, Kuba, patrząc na niego. To pewnie wystarczyło. Był mądry. Przywiązał się do nas. Stwarzał setki komicznych sytuacji, uczestnicząc w życiu domowym. Na przykład asystował mojej mamie, gdy na drutach robiła sweter – ciągnął nitki włóczki, bardzo pociesznie się z nimi siłując. Zresztą z włóczek, nici, włosów, a nawet moich szkolnych ściągawek uwijał sobie gniazdko za zegarem stojącym na segmencie!
Wspominając te psoty, Ania zaczyna się śmiać, rozbawiając mnie fortelami ptasiego jestestwa Kuby niemal do łez. Śmiejemy się i śmiejemy! Bo też te żywioły są nieznośnie zaraźliwe – zaskakują, powracają, trzymają aż do zmęczenia. Gdy w końcu nasz śmiech wystyga, mogę poznawać ciąg dalszy domowych przygód i cechy osobowości wróbelka.
− Miał różne swoje przyzwyczajenia. W klatce był tylko wtedy, kiedy to było absolutnie konieczne. Zazwyczaj jednak cały dom był dla niego. Trzeba było uważać, żeby nie uciekł, bo to byłoby dla niego śmiertelnym zagrożeniem – nie był przygotowany do takiej wolności, a z drugiej strony – sami nie mieliśmy takiej woli ani sił na to, by nawet wyobrazić sobie, a co dopiero znieść, rozstanie z nim.
Przez chwilę zbierając myśli, Ania dopowiada:
− Jadł z nami przy stole, zajmując swoje miejsce na rogu. Smakował nie tylko jedzenia dla kanarka, ale i naszego. Miał też swoje domowe zajęcia – popołudniami oglądał z mamą telewizję, a osłonięty delikatnie kocem, energicznie podskakiwał pod nim, żeby się uwolnić. Zabawne, że spał między poduszkami – z rozłożonymi skrzydełkami.
− Z rozłożonymi skrzydełkami? – pytam, zaskoczona.
− Tak. Właśnie z rozłożonymi. To było niesamowite! – potwierdza Ania, jakby to niesamowite wyjaśniało wszystko, i ciągnie swoją opowieść:
− Często zastanawialiśmy się, jak jeszcze możemy mu umilać życie. Kiedy zaobserwowaliśmy, że wróble lubią się kąpać w kałużach, postanowiliśmy także Kubie stworzyć warunki do kąpieli. Ale jak? – to był dylemat. W umywalce – nie! Mógłby się utopić! W końcu kupiliśmy taką dużą szklankę (jak szklana czara) i w niej właśnie baraszkował, machał skrzydełkami, potrząsał dziobkiem, prychał z radości! − mówi, rozweselona, pewnie jak wtedy, kiedy swoim pomysłem na beztroskie ablucje sprawiała tyle frajdy swemu milusińskiemu piórkowcowi, jak żartobliwie i z sympatią nazywałam go w myśli.
Po tych scenach i scenkach dotąd poznanych nie spodziewałam się jednak, że zaraz dowiem się o największych, aż co najmniej dwóch, bardzo rzadkich naraz wśród wróbli talentach jej Kuby*.
− Kochał muzykę poważną! Gdy tylko ją usłyszał, zaraz śpiewał z takim przejęciem, że nie można było się do końca nadziwić. A śpiewał, prężąc się na swoich cienkich nóżkach i wydobywając ze swego miniaturowego gardełka przepiękne dźwięki – mówi z rozrzewnieniem.
− To nadzwyczajne! Nawet dla wyobraźni jest zachwycające, wspaniałe! A cóż dopiero dla słuchaczy takiego koncertu! I obserwatorów jego aktorstwa. A pamięć także potrafi słyszeć i widzieć wszystko w każdej chwili, zwłaszcza to, co bliskie, kochane, prawda? – mówię, wzruszona.
Ania spogląda na mnie nieco zaskoczona, lecz w lot pojmuje moją myśl:
− Tak! Zawsze… To jednak nie to samo, co jest, gdy jest… – odpowiada z cieniem smutku w głosie.
− Kuba był wrażliwy, odczuwał niesłychanie wiele. Przekonywałam się o tym tysiące razy. Kiedyś wyjechałam na siedem dni do Zakopanego. Po moim powrocie długo odreagowywał swoją tęsknotę – spał na mojej szyi. Podobnie przeżył rozstanie, gdy wyjechaliśmy nad morze. Oddaliśmy go wtedy pod opiekę cioci – tam jednak musiał mieszkać w klatce. Strasznie posmutniał, był osowiały. Może także obrażony? To było i dla nas przygnębiające – wyznaje i po chwili mówi:
− A reagował też bardzo silnie na inne osoby. Gdy na przykład przychodziła nasza znajoma, mająca zwyczaj głośnego mówienia, tak głośno świergotał, że jasne było, że zamierza ją zakrzyczeć. Naśladował ją, przedrzeźniał? − rozważa.
− A może był zazdrosny, bo chciał być ważniejszy, a widział w niej swoją konkurentkę… To niewykluczone − zauważam, podążając za jej niepewną oceną tej sytuacji.
Spontaniczna w narracji Ania, żachnąwszy się na niejasności w problematycznych popisach Kuby, wyznaje:
− Zdecydowanie nie lubił czerwonej bluzy mojej siostry – gdy w niej się pojawiała, dziobał ją po rękach. Także wiele razy nam uciekał, ale nagle siadał mi na głowę – był z powrotem! – Ania triumfuje.
− Jednak któregoś dnia, po czterech i pół roku mieszkania z nami, wyfrunął z balkonu. I znikł… – mówi to tak szybko, jakby chciała ten moment natychmiast wyrzucić z pamięci.
− Znikł… – bezwiednie powtarzam.
Ania zaciska powieki i usta, spuszcza głowę.
− Bardzo go kochaliśmy… – dodaje zduszonym, cichnącym głosem. I bezradnie, z pociemniałymi oczami, w których tlą się wielkie łzy, ni to zerka na mnie, ni to w przestrzenie za oknem…
Stefania Pruszyńska
Postscriptum
Opowieść Ani o jej wróbelku Kubie i rodzinie jest świadectwem miłości ich wszystkich do jednego z naszych braci mniejszych. I zarazem świadectwem miłości jednego z naszych braci mniejszych do Ani i jej rodziny − ludzi, którzy dali mu wszystko, co możliwe, by doznał tej miłości.
Ania, wspaniała dziewczyna, troskliwa i czuła opiekunka wróbelka, powierzyła mi tę opowieść do publikacji. Cieszy mnie myśl, że w ten sposób wielu poznaje biografię niezwykłego wróbelka Kuby z czasu jego pobytu w jej domu rodzinnym − jego dziejach, empatii, fortelach i artystycznych talentach. Myślę, że pragnęła przede wszystkim zasygnalizować, że każde będące w opresji a uratowane istnienie i okazana mu troska obdarowują człowieka tysiąckrotnie. Także skazują człowieka na cierpienie, gdy to istnienie nagle opuszcza przywiązanych do niego ludzkich przyjaciół, zapewniających mu dobre warunki życia i z dużo mniejszym ryzykiem niż życie na wolności. Mimo to tylko zaangażowanie w ratunek, a nie obojętność na los napotkanych istot, czynią świat lepszym miejscem życia wszystkich jego mieszkańców.
Na fot. 1.: Wróbelek Kuba
Na fot. 2: Domowe śniadanie z wróbelkiem Kubą
Fot. przekazana przez Annę Szwak − z rodzinnej galerii pamiątek
Opracowanie graficzne fot.: Stefania Pruszyńska
Przypis
* Wróbel, jego zmysły, cechy, gatunki, zwyczaje, to temat inspirujący do wielu rozpoznań i kolejnych publikacji czy twórczych artystycznych aktywności. Wiedza naukowa, eksperymenty poznawcze naukowców i obserwacje wróbli na świecie w różnych okolicznościach, np. w Hiszpanii reakcje gromad tych ptaków na utwory klasyczne, czyste, grane na gitarze przez muzyków ulicznych − przynoszą zadziwiające informacje. Polecam Państwu, P.T. Czytelnikom, pogłębienie zainteresowania wróblami w różnych źródłach. Taka wiedza zarówno ubogaca wrażliwość, odczuwanie, a ponadto nawet rozumienie wróbli przez miłośników, opiekunów tych skrzydlatych jestestw, jak i dostrzeżenie smutnego tematu coraz to mniejszych ich populacji, będące poza wszystkim sygnałem naruszenia równowagi ekosystemów.
(Publikacja z 2011 r., wznowiona w 2022 i aktualnie).