Słyszałam w instytucji kultury taki niezwyczajny dialog bardzo arystokratycznie zachowującego się pana (który właśnie odesłał kierowcę) z drugim panem, mniej arystokratycznie się prezentującym (bo np. nie odsyłał żadnego kierowcy i stoczył przed chwilą z szatniarką gorącą i prostacką dyskusję o płaszczu i szalu, jako że gdzieś zawieruszył żeton):
− Pan widzisz, co to wszystko na psy schodzi.
W moim samochodzie ciągle mnie niepokoił jakiś szmer, stukania. Miałem pretensje do kierowcy, byliśmy u mechanika. I nic. Stukało i stukało. A przed chwilą właśnie kierowca znalazł przyczynę…
Słuchacz mniej arystokratycznie się zachowujący stał grzecznie i wysłuchiwał tej perory, mimo że z powodu niemożności odebrania swojego płaszcza i szala (jedwabnego!) ledwo tłumił swoje zniecierpliwienie i inne żywioły emocjonalne.
Arystokrata zaś kontynuował:
− Uwierzy Pan?! To niepojęte!
Słuchacz próbował go uspokoić, widząc, że mówca nie może złapać tchu:
− Ależ proszę się tak nie irytować!
Arystokrata:
− Cały tydzień to stukotało, nie mogłem we własnym samochodzie zaznać spokoju!
Słuchacz:
− Ależ to się zdarza, silnik może był zatarty, nie znam się na tym. Zazwyczaj jeżdżę taksówką, a dla przyjemności − na moim Arystotelesie…
Arystokrata:
− A co to za marka? Jakaś nowa? – przyhamował nagle z potokiem słów.
Słuchacz:
− Znakomita, czystej krwi arabskiej.
Arystokrata:
− Trzeba było tak od razu. Witam pana. Jestem…
Przyglądałam się tej scenie z coraz większym rozbawieniem. Prezentacja odbyła się według zasad wysokiej etykiety towarzyskiej. A zaraz nastąpił wybuch emocjonalny arystokraty.
− Szanowny, niech pan z łaski swej spojrzy! – sięgnął do kieszeni i podał Słuchaczowi, teraz już z klubu arystokratów… piłeczkę pingpongową.
− Czytaj pan! – wykrzyknął.
Słuchacz odczytał na tej piłeczce: „To ja! Wreszcie mnie znalazłeś!”.
Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska
Na fot.: Mim i Apollo na fontannie − na Starym Rynku w Poznaniu