
Profesor Kostiantyn Tyszczenko był jedną z tych osobistości świata nauki, które budzą nie tylko szacunek wobec ogromnego dorobku, ale i podziw dla osobistej charyzmy. Językoznawca wielkiego formatu, a nadto wielki wizjoner. Dlatego właśnie jego tezy wzbudzały niekiedy ostre głosy krytyki. Wydawało się, że idą one zbyt daleko, płyną wręcz pod prąd „oficjalnej slawistyki”. Tymczasem koncepcje Tyszczenki otwierały nowe, dotąd nieznane horyzonty i zarazem przywoływały dawne intuicje zawarte w legendach i dziełach literackich sprzed lat. Stały także w twardej opozycji do nowej mitologii, którą – tylko z pozoru z poszanowaniem faktów i naukowej metodologii – kreował przez ostatnie 300 lat „moskiewski mir” (niesłusznie nazywany ruskim).
Już Jurij Szewelow zbudował podwaliny pod naukową krytykę „oficjalnej slawistyki”, która dowodziła rzekomego wspólnego pochodzenia języków wschodniosłowiańskich od jednego języka ruskiego. Ta teoria wydawała się spójna z moskiewską ideologią „jednoczenia ziem ruskich” i rzekomego istnienia „trójjedynego narodu ruskiego”, skąd już tylko krok do zanegowania istnienia języka białoruskiego, ukraińskiego czy dawnego nowogrodzkiego – mowy pomorskiej.
Niestety, nie było mi dane poznać osobiście prof. Kostiantyna Tyszczenki. Kijów opuściłem 10 lipca 2023 roku. Mieszkałem tuż koło Ogrodu Botanicznego, kilkaset metrów od Instytutu Filologii Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki, w którym profesor założył Muzeum Lingwistyki. 23 lipca 2023 roku prof. Tyszczenko zmarł. Jak wspomniałem, był on postacią kultową i popularną nie tylko w środowisku akademickim. Często pytano go, ile znał języków, jednak nie dawał dziennikarzom odpowiedzi i ucinał, nawet nieco obcesowo, tego typu spekulacje. Mnie wolno jednak przytoczyć te liczby: analizował i rozumiał ponad 50 języków. Znał i wykładał 20 z nich, w tym polski, białoruski, czeski, a także języki irańskie. Dlaczego to istotne? Informacje na temat jego rozległej erudycji pomagają nam pojąć, skąd brały się jego śmiałe tezy.
Skupię się na jednym aspekcie dorobku profesora – tym, który dotyczy pochodzenia Słowian. Tyszczenko wiązał wyłonienie się Słowian z fenomenem koegzystencji rolniczych społeczności indoeuropejskich, zamieszkujących tereny zalesione (m.in. północno-zachodnią część Ukrainy), ze społecznościami stepowymi (m.in. z południa Ukrainy). Do pierwszej grupy należeli przodkowie Słowian i przedstawiciele grup językowych z nimi spokrewnionych. Do drugiej: irańscy Scytowie i Sarmaci, a w późniejszym okresie tureccy Chazarzy, Połowcy, Pieczyngowie. Współczesne narody Europy Środkowej i Wschodniej powstały przede wszystkim ze zmieszania się tych dwóch komponentów. Ślady kolejnych migracji znajdujemy do dziś w DNA, a także w obyczajach współczesnych ludzi i w onomastyce – w nazwach rzek, gór, miejscowości.
Prof. Tyszczenko wyróżnia szczególnie wpływ irański, i to zarówno ludów stepowych, jak i kolejnych dynastii rządzących imperium perskim. Wyrażał przekonanie, że w czasach Achemenidów dzisiejsza Ukraina, a przynajmniej jej południowa część, była w sposób sformalizowany częścią perskiej monarchii. Umieszczone na grobie Dariusza i kolejnych władców inskrypcje wymieniają 24. satrapię o nazwie Saka Zamorscy (Scytowie Zamorscy). Informacje Herodota o klęsce Persów w wojnie ze Scytami mogły być po prostu obarczone błędem propagandowego przekazu – wrogowie Aten musieli być przedstawieni w negatywnym świetle. Niemniej misją armii perskiej nie było skolonizowanie stepu, a prezentacja potęgi militarnej i opanowanie greckich miast na północnym wybrzeżu Morza Czarnego.
Celem rzeczywistym było przejęcie kontroli nad lokalnym handlem przy pomocy miast i sprzymierzonych Scytów – owych Saka Zamorskich. Sama operacja wojskowa mogła polegać na zdyscyplinowaniu przyszłych sojuszników lub pobiciu ich konkurentów. Efektem było przejęcie dochodu z handlu zbożem, futrami i niewolnikami. Rola Achemenidów przypominałaby zatem późniejszą pozycję osmańskiej administracji, która pobierała podatek od handlu ludźmi porywanymi z terenów Rzeczypospolitej. To porównanie przywołuje niechlubną przeszłość i pozwala sobie uzmysłowić, jak stary był to proceder i jak wielkie musiał on odcisnąć piętno w pamięci zbiorowej naszych słowiańskich przodków. Dodajmy, że ta nieludzka praktyka nadal trwa. Tradycja despotycznych „sułtanatów” i „samodzierżawia”, pogardy dla człowieka, jest wciąż żywa i walka o likwidację niewolniczego ustroju toczy się na naszych oczach.
Ale wracam do wykładu profesora i do kolejnej dynastii perskiej. Partowie (Arsacydowie) panowali w latach 247 p.n.e. – 224 n.e. Warto mieć w pamięci te daty, gdyż zapewne w tej epoce uformował się etnos, który później nazwano Słowianami. Dynastia ta wywodziła się od Scytów i, jak można przypuszczać, nie utraciła kontaktu z obszarami, na których się ukształtowała. W porównaniu ze scentralizowanym państwem Achemenidów tworzyli mniej spójną strukturę, przypominającą raczej Europę feudalną średniowiecza niż śródziemnomorskie monarchie. To wówczas narodził się etos rycerski (opiewany w „Księdze Królewskiej” Ferdousiego) i rozkwitła kultura wędrownych bardów – zwanych w Iranie gosan, a w Armenii rządzonej przez Arsacydów – gusan. Nazwa ta przypomina serbskich guslarów i polskich guślarzy, którzy przekazywali wiedzę o dawnych bohaterach. Czerpali z niej dziejopisowie – Kosmas, Nestor, Gall Anonim i Wincenty Kadłubek. To w epoce partyjskiej ukształtowały się pojęcia i legendy Słowian dotyczące właśnie sfery władzy – być może należącej początkowo do obcych – a także słownik pojęć religijnych, tak odbiegający od tego, jaki przechowały ludy sąsiednie: zarówno indoeuropejscy Bałtowie i Germanie, jak i narody ugrofińskie. Na to zjawisko zwraca także uwagę profesor Aleksander Gieysztor w swoim przełomowym dziele „Mitologia Słowian”.
Jednakże prof. Tyszczenko jest jeszcze bardziej konsekwentny w swojej argumentacji. Przyjrzyjmy się przede wszystkim dwóm terminom. Słowianie nazywają bóstwo „bóg” – od irańskiego baga. Natomiast indoeuropejskie wyrażenie deos (łac.), theos (gr.), dievas (bałt.), deva (sanskryt) przechodzi na pozycję demoniczną i staje się „dziwem”. Zachodzi identyczny proces jak w społeczności aryjskiej: w języku Awesty daeva jest demonem, a ahura bóstwem, natomiast w sanskrycie deva pozostaje bóstwem, a asura są bytami niskimi. Nie wydaje się, aby mogło to być dziełem przypadku. Słowiańszczyzna zostaje objęta reformą Zaratusztry. Profesor idzie jeszcze dalej: stwierdza wręcz, że Słowiańszczyzna wyłoniła się na skutek oddziaływania ludów irańskich. Mogli to być Alanowie, którzy przejęli zaratusztrianizm, albo bezpośrednio Partowie – przedstawiciele handlowi, a później uciekinierzy, którzy po upadku dynastii rozproszyli się w wielu kierunkach. W każdym razie w języku Słowian, obok słowa bóg, pojawia się wiara, raj, święty, grzech, zło, a także wyrażenia związane ze sferą władzy lub ochrony, jaką oferowali stepowi goście: pan, wojewoda, sława, chwała, topór, baczyć, chować, ochrona.
Tu dochodzimy do kluczowego argumentu prof. Tyszczenki. Wpływ języków irańskich na formujący się język Słowian nie ograniczał się do słownictwa z wybranych dziedzin życia – on dotyczył samej struktury języka. Zjawisko hakania (przejście g w h) wytworzyło się według niego bezpośrednio jako wpływ fonetyczny irańskiego. Rysuje elipsy, na których zaznacza języki centralne, gdzie to zjawisko występuje: język ukraiński, białoruski, czeski, słowacki, górnołużycki. Nie ma go w językach oddalonych od tego centrum: polskim, dialektach północnych (np. pomorska goworia, kontynuacja nowogrodzkiego), a także bułgarskim, serbskim i chorwackim. Ponadto profesor wskazuje fakt, że niektóre formy gramatyczne i konstrukcje zdaniowe języków słowiańskich są pochodzenia irańskiego.
Zatem mamy już odniesienie do trzeciej dynastii perskiej – Sasanidów. Prof. Tyszczenko twierdzi, że jeśli w poprzednim okresie doszło do powstania etnosu, to w późniejszym miało miejsce bezpośrednie przekazanie Słowianom „technologii władzy” przez Irańczyków. Państwo Samona istniało w latach 623–658, a Sasanidzi upadli w roku 632. Część dawnych elit i wyznawców zaratusztrianizmu przeniosła się do Chorezmu, jeszcze niepodległego (to tam nastąpi, wprawdzie już pod szyldem islamskim, odrodzenie narodowe Iranu), a część do Chazarii – jedynej siły, która zdołała odeprzeć najeźdźców. Uciekinierzy przekazali gospodarzom konkretną wiedzę o budowie fortyfikacji i taktyce. Stamtąd kultura irańska promieniowała na północ. Krańcem państwa chazarskiego były Sumy, a Kijów płacił Chazarom podatek. Tu trzeba przytoczyć etymologię miasta Kijów: pochodzi ona od nazwy najstarszej, legendarnej dynastii Iranu: Kejanidów, kejan – stąd powstało imię Kij i nazwy Kijów, Kijanie (jego mieszkańcy).
Po dwóch stuleciach pojawia się dynastia Mojmirowiców, władców państwa wielkomorawskiego. Mojmir, według prof. Tyszczenki, to słowiańska wersja irańskiego imienia teoforycznego z rdzeniem Mitra. Uprawdopodobnia to tezę o przekazaniu irańskiej tradycji państwowej na zachód. W Rotundzie św. Katarzyny w morawskim Znojmie znajdują się malowidła z XII wieku przedstawiające Przemyślidów oraz ich poprzedników: Mojmirowiców i Samona (czy to imię frankońskie, jak chcą kronikarze, czy jednak irańskie imię z Awesty – Sam Keresaspa? To pytanie stawiam tym razem ja, idąc śladem intuicji profesora). Tezy prof. Tyszczenki znajdują w tym miejscu naturalne dopełnienie w teorii prof. Przemysława Urbańczyka („Mieszko Pierwszy Tajemniczy”) o morawskim pochodzeniu Piastów. Dane dowodzą, że grody państwa Polan pojawiły się nagle. Niektóre, np. Giecz w roku 920, a większość w latach 939–941 (analiza dendrochronologiczna słojów dębu). Upadek Wielkich Moraw nastąpił w 906 roku. Ich elity potrzebowały nowej, bezpiecznej siedziby – grodów państwa gnieźnieńskiego. Argumentów dostarcza ponadto onomastyka. Nazwy Chwaliszewa – dzielnicy Poznania, Chwaliszewa koło Krotoszyna oraz innych miejscowości na Śląsku i niedaleko Łucka na Wołyniu – można wiązać z Chwalisami. Jest to słowiańskie miano mieszkańców Chorasanu (po persku Xvarāsān). Morze Kaspijskie nazywały kroniki ruskie Morzem Chwaliskim. Było ono bowiem arterią łączącą imperium Chazarów z chorezmijskim państwem Samanidów – odnowicieli języka i literatury perskiej. To tędy prowadziła jedna z dróg handlowych: przez Wołgę, a później morzem do miasta Gorgan i do Chorasanu. Z niego pochodziły samanidzkie dirhemy, które były podstawą istnienia słowiańskich królestw. A sami Chwalisi? Wydaje się, że byli nie tylko kupcami i mincerzami, ale także wojownikami.
Do tych dowodów dodać można legendy, które były ważnym elementem tworzenia ideologii władzy. Zapisał je w najbardziej rozbudowanej formie Mistrz Wincenty. Jednak w Polsce, zwłaszcza po epoce Oświecenia, utrwalił się zwyczaj deprecjonowania tego literackiego przekazu. Także profesor Urbańczyk nie jest zwolennikiem mitycznych opowieści – dla archeologa liczy się bowiem „łopata Oghama”. Cóż, lingwistyka należy do nauk ścisłych, dysponuje precyzyjną metodologią badań fenomenów językowych. Ze zjawiskami literackimi rzecz ma się odmiennie, ale i narracje, podania można brać pod lupę, wyciągając z owych analiz wartościowe, choć mniej pewne wnioski. I tu w sukurs przyjść może lingwistyka. Wprawdzie to polska szlachta uważała się za Sarmatów (a ów mit traktuje Tyszczenko z najwyższą powagą), to jednak zeslawizowane już partyjskie, roksolańskie, a nawet sasanidzkie elity dotarły do nas – na daleką, piaszczystą lub bagnistą północ – poprzez Ukrainę i Morawy. To tam wykształciły się i zachowały najbardziej archaiczne na Słowiańszczyźnie cechy językowe.
Należy mówić prawdę. Nakłonić do tego może także argument historyczny. Według prof. Tyszczenki, Słowianie znali Aszę – czyli prawość, prawdomówność – podstawę awestyjskiej etyki. A mówiąc za Prokopiuszem: wyznawali jednego Boga i nie wierzyli w determinizm. To stąd bierze się słowiański dowcip i spryt oraz brak nadmiernego uszanowania patosu. Naszym dramaturgiem jest raczej psychologiczny Eurypides niż katastroficzny Sofokles. Jeśli Polacy uważają się dziś za naród szlachecki, wywodzący się od Sarmatów, a Ukraińcy za naród chłopski, to już psikus historii i kwestia mitów nowoczesnych, stworzonych z jednej strony przez Henryka Sienkiewicza, a z drugiej przez Iwana Franko. Warto te mity nieco odkurzyć – starzeją się piorunem (nomen omen!). A prof. Kostiantyn Tyszczenko wykazuje, że rzeczywistość jest dużo bardziej złożona, głębsza, o wiele bardziej fascynująca.
Tezy prof. Kostiantyna Tyszczenki zreferowałem – pobieżnie i w sposób wybiórczy – na podstawie cyklu jego wykładów: „Гени, мова, Україна: Генетичні і мовні контакти з найближчими сусідами” (Geny, język, Ukraina: Kontakty genetyczne i językowe z najbliższymi sąsiadami).
Mikołaj Bogajewicz
Fot. prof. Kostiantyna Tyszczenki: Redakcja zbioru STUDIA LINGUISTICA
INFORMACJA BIOGRAFICZNA
Prof. dr hab. Kostiantyn Tyszczenko urodził się 30 lipca 1941 roku w Głuchowie (obwód sumski), a zmarł 23 lipca 2023 roku we Lwowie. Był wybitnym uczonym, który całe życie zawodowe związał z Kijowskim Uniwersytetem Narodowym im. Tarasa Szewczenki. Ukończył tam Wydział Filologiczny w 1963 roku i przeszedł pełną ścieżkę kariery akademickiej – od asystenta do profesora katedry językoznawstwa ogólnego i filologii klasycznej.
Jako fenomenalny poliglota władający kilkudziesięcioma językami, prowadził nowatorskie studia porównawcze. Specjalizował się w filologii romańskiej (szczególnie włoskiej), słowiańskiej, germańskiej i celtyckiej. Jego horyzonty badawcze obejmowały również języki irańskie, fińskie (ugrofińskie), baskijski, języki ałtajskie oraz arabskie. W 1992 roku założył przy Uniwersytecie Kijowskim pierwsze na świecie Muzeum Lingwistyczne (Лінгвістичний навчальний музей), które stało się centrum popularyzacji wiedzy o pokrewieństwie języków świata.
W jego dorobku naukowym, liczącym ponad 200 pozycji, do najważniejszych publikacji należą:
⦁ „Metateoria językoznawstwa” («Метатеорія мовознавства») – jego dzieło centralne, będące próbą całościowego opisu praw rządzących językiem.
⦁ „Podstawy językoznawstwa ogólnego” («Основи загального мовознавства»).
⦁ „Etnogeneza Ukraińców: baza językowoznawcza” («Етногенез українців: база мовознавства») – analiza korzeni narodu przez pryzmat słownictwa i toponimii.
⦁ „Języki Europy” («Мови Європи»).
⦁ „Prawda o pochodzeniu Ukraińców” («Правда про походження українців»).
⦁ „Perska satrapia na Dnieprze: konteksty toponimiczne” (« Перська сатрапія на Дніпрі: топонімічні контексти »).
Oprócz powyższych monografii, profesor pozostawił po sobie wiele innych opracowań, słowników oraz unikatowych map lingwistycznych, które zrewolucjonizowały sposób wizualizacji danych językowych.
