
Wieczór 31 grudnia 2006 roku pozostanie w mojej pamięci jako czas szczególnej biesiady przy wspólnym stole w „Domu Romskim” w Poznaniu. Otwarci, naturalni, szczerzy Anna Markowska i Miklosz Deki Czureja wraz ze swoimi córkami: Sarą i Sandrą oraz synem Markiem przygotowali uroczysty i smakowity sylwestrowy poczęstunek.
Na tej biesiadzie w kameralnym gronie artystyczno-redaktorskim i w przyjacielskim tonie przy wspólnym stole z gospodarzami: Anną Markowską, Mikloszem Deki Czureją i jego utalentowanymi dziećmi, Iwoną Gierlińską, córką Karola Parno Gierlińskiego, koleżanką po piórze Mariolą Zdancewicz, redaktor „Merkuriusza”, i Ewą Tarnowski, która odwiedziła Poznań – wszyscy rozmawialiśmy najpierw o trudnych sprawach Romów. O problemach, które napotykają oni w rzeczywistości nie tylko w Polsce. Także o programie „Dekada”, zamiarach pomocy Romom przez Światową Izbę Lordów Romskich, którą utworzono niedawno w Zielonej Górze z inicjatywy romskiego biznesmena Edwarda Sabo, a mającą wspierać wiele inicjatyw tego środowiska, w tym Fundacji „Bahtałe Roma – Szczęśliwi Cyganie”, kierowanej przez Annę Markowską. Rozmowa ta harmonijna, zaciekawiająca wieloma wątkami, momentami wywoływała gorące emocje, jako że trącała również niemuzyczne struny różnych optyk, odmienne poglądy czy sprzeczne opinie.
W tym czasie młodzi chętniej się wsłuchiwali i z zainteresowaniem w nową nieromską muzykę. Zaś ja sama, znalazłszy wolne towarzysko chwile, przygotowałam wówczas tort, oczywiście art, w radości i zaplanowany wcześniej.
Po północy wznieśliśmy toast szampanem i wkrótce Miklosz wszedł z małymi skrzypcami dla swojej ukochanej i prawdziwej skierki – wnuczki Estery (postanowił, że będzie ją uczył, aby została skrzypaczką), i zaraz uchwycił swoje skrzypce.
Zagrali obaj – Miklosz Deki Czureja, znakomity skrzypek, lider rodzinnego zespołu „Tatra Roma”, z synem Markiem Czureją, który akompaniował i zawsze akompaniuje ojcu na keyboardzie. Skrzypce Miklosza raz płakały, raz szalały w gorącym rytmie, kołowały wirtuozeryjnie w czardaszach i z tak niebywałą energią, że trudno było się powstrzymać od żywiołowego tańca. Zaśpiewały też wkrótce niezwykle swobodnie i z tą szczególną barwą romskiego romantyzmu, która magnetyzuje słuchaczy, córki Miklosza – Sandra i Sara. Sandra nie poskąpiła nam również swojego wdzięku i swoich czarów w tańcu.
Koncert i przyjęcie zachwyciły nas wszystkich i wyzwoliły atmosferę spontanicznej zabawy, która trwała do bodaj 3.30 nad ranem. Na koniec recytowałam, czytałam swoje wiersze, zgodnie z obietnicą złożoną Mikloszowi.
Dopiero w finale tego spotkania Miklosz przyznał się w krótkiej rozmowie ze mną, jednak uśmiechnięty, że odwołał koncert w K., a i dyskretnie dopowiedział, że Romowie nie mają zwyczaju obchodzić sylwestra…
Stefania Golenia Pruszyńska
Fot.: TJG

