W natchnieniu… Grażyna Łobaszewska,
fot. z witryny autorskiej
Śpiewa Pani z głębi duszy o ludziach z duszą… Z dzisiejszego koncertu, a i faktu, że usłyszałam kilka utworów z Pani nowej płyty „Prowincja jest piękna”, nasuwają mi się refleksje o nostalgii czy raczej tęsknocie za innym stylem życia. Tęsknocie z wolą odsłaniania nowych przestrzeni świadomości o życiu prawdziwszym, bardziej harmonijnym − poza miastem… Jaka droga poprowadziła Panią do pomysłu na tę płytę?
− Jestem osobą z dużego miasta, zawsze mieszkałam w dużych miastach… Sama jestem z Gdańska, przemieszkiwałam wiele lat w Warszawie i we Wrocławiu. Z myśleniem o wyciszeniu zetknęliśmy się wspólnie z panem Loganem Tomaszewskim, który odkrył małe miasteczka. Z myśleniem o rzeczach ważnych i że ono jest możliwe tylko w małych miejcowościach. Stąd też ta płyta…
Pani piosenki o przyjaźni i samotności przejmują treścią i melodyką. Jest też wyraźny w nich odmienny klimat relacji międzyludzkich z dotykaniem tego myślenia i odczuwania, w których mieszka odrobina radości, lecz również wizja albo doznawanie samotności.
− Samotność, każda, jest niedobra. Zwłaszcza w dużym mieście, kiedy jesteśmy wśród towarzystwa, ale samotni. To bardziej boli niż cokolwiek.
Dusza i osoba samotna chciałyby w pełni współbrzmieć z kimś, z jego duszą, a i z innymi − chociaż trochę. Nie jest przecież doświadczanie tęsknoty tematem banalnym. I jest cenne, że Pani o tym śpiewa. A jakie plany ma Pani na najbliższą przyszłość?
− Jeśli Pan Bóg da, to oczywiście zamierzam żyć, bo kocham życie… A to pytanie jakby z gatunku… jednak powiem: praca nad kolejną płytą.
Wspaniale! A co będzie tematem tej płyty? I z kim nad tą płytą będzie Pani pracować?
− Z Piotrem Manią. To płyta o pokładach duszy kobiecej.
Czyjego autorstwa są wybrane przez Panią teksty?
− Ano, różnie, trochę moje, Jana Wołka, Andrzeja Poniedzielskiego, Piotra Bukartyka. To jest konglomerat ludzi, którzy znają pokłady duszy kobiecej.
Czy mężczyźni mogą być rzeczywiście znawcami tajników kobiecych dusz?
− Tak, przecież mężczyźni też mają i żony, i kochanki − i znają, i wiedzą.
W piosenkach to poetyckie wnioskowanie. Z puentą albo dygresją o naturze kobiety…
− Cha! Cha! Cha! (Perlisty śmiech piosenkarki kwituje moją uwagę).
A jaka będzie tonacja tych utworów?
− Będzie taka jak tych pokładów, o których rozmawiamy − bardzo różna: zwariowana, czasami „odjechana” albo bardzo melancholijna, czasami samotna, a czasami kosmos totalny… Przekrój wszystkich możliwości…
Bardzo Pani dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego.
− Dziękuję również.
(Rozmowę z Grażyną Łobaszewską podjęłam ad hoc, tj. po koncercie na dziedzińcu przy lokalu „Pod Pretekstem” w Poznaniu).
Fot. z archiwum
