Młody i nieco jeszcze zagubiony w świecie salonów Paryża Fryderyk Chopin pojawił się w jednym z nich i przystanął w oddali od pochłoniętych rozmowami stałych bywalców tego przybytku.
Zauważyła jednak jego oryginalną postać jedna z dam, która przyprowadziła na przyjęcie swoje dwie córki. Zaciekawiona, sięgnęła po lorgnon i zaraz lustrowała Chopina od stóp do głów. Zaniepokojona zaś skromnością jego ubioru i postawy, po chwili podeszła do gospodarza salonu i dyskretnie go zapytała:
− Czy aby ten młodzieniec jest dobrze urodzony?
Obdarzony genialnym słuchem Chopin, nie każąc damie czekać na odpowiedź z ust jego dobrego znajomego a wyraźnie zakłopotanego pytaniem, natychmiast stanął przed nią i trzasnąwszy obcasami, głośno i z naciskiem stwierdził:
− Sądzę, że tak, szanowna pani, skoro dotychczas nie umarłem!
Anegdotę tę zasłyszałam pośród towarzyskich rozmów i podaję ją we własnej wersji na podstawie zapisków.
(Anegdoty i opowiastki z salonowego archiwum).