Berlin, to piękne, duże miasto i ważne centrum dla środowiska artystycznego. Ostatnio występowałem tam i poznałem sporo ciekawych miłych i serdecznych ludzi. Pewnego dnia zadzwonił red. Krzysztof Wodniczak, szef magazynu „Brzmienia” (ostatni menedżer Czesława Niemena), z pytaniem, czy nie zechciałbym wystąpić w Berlinie z repertuarem swoim i Niemena. Od razu wyraziłem zgodę, bo jak mówili mi wcześniej różni artyści: ten facet ma nosa do udanych imprez. Było to propozycją bardzo kuszącą, a i występ w gronie takich muzyków – jak się później okazało z górnej półki – którzy grali kiedyś z Niemenem, bardzo „kręcił”.
Do Berlina przywiózł mnie Trans-Bus jeżdżący na tej trasie, było bardzo fajnie i miło droga upłynęła, jak biczem strzelił. Szczęśliwie dojechałem pod wskazany numer domu, gdzie przywitał i odebrał mnie osobiście menedżer Marek Szlachcic, znany w Berlinie organizator imprez artystycznych dla Polonii, który w czasie pobytu dbał o mnie, obwoził po całym Berlinie.
Najpierw przymiarki do koncertu „50 lat polskiego Rocka i Niemen nad Szprewą”, a była to międzynarodowa impreza związana z rocznicą obalenia Muru Berlińskiego i przypominająca Mistrza Czesława.
Kiedy przyszła moja kolej, wyszedłem jak zawsze spokojny, w tradycyjnym kapeluszu i w długim czarnym płaszczu koncertowym – myślę, że wyglądałem fajnie (tak mówili później) i wykonałem wiele utworów Niemena. Tego dnia byłem w bardzo dobrej formie. Zaskoczyła mnie miła i serdeczna atmosfera i reakcja międzynarodowej publiczności. Po każdym utworze były brawa, a po koncercie − gratulacje, pochwały i dyskusje o mojej interpretacji utworów Niemena. Widzowie, artyści i muzycy mówili, że zostali zaskoczeni tak bliskim wokalnie, „Niemenowym” wykonaniem tamtych utworów. To szok – powtarzali – że jest ktoś taki (sądzili, że jestem tuzinkowym wykonawcą kompozycji Czesława Niemena, których już znali).
Również muzycy, przyjaciele Czesława, którzy go znali i grywali z nim (np. Sz. Chris, J. Kucera, J. Ballard, I. Cudak, T. Harald Aleksy) zaproponowali mi współpracę przy najbliższych koncertach w Berlinie. Warto więc kontynuować, bo występ w Berlinie traktowałem jako „bój” o zaliczenie kolejnej imprezy; warto było czekać na tę chwilę gdzieś w zaciszu Opery, Operetki i Estrady, by nabrać rutyny artystycznej, mimo różnych – kierowanych pod moim adresem uwag i zgryźliwości.
Idę do przodu, dzięki takim, jak Wy, ludziom wrażliwym i bezinteresownym, których znam, którym ufałem i ufam i którzy wiedzą, że wykonywanie utworów Czesława Niemena dziś nie jest proste. Mówię to spontanicznie, niczego nie zakłamując, bo to wszystko jest do sprawdzenia – niech muzyka Mistrza Czesława długo, najdłużej dodaje nam mądrości, skrzydeł i zwyczajnie, niezwyczajnej nadziei! […].
JK